Mieszkam w Krakowie, wyjątkowym mieście. Mamy Zamek Królewski starszy od tego w Warszawie, największy rynek w Europie, otoczony skałkami piękny zalew Zakrzówek prawie w centrum. Mamy też najgorsze powietrze w Polsce i jedno z najgorszych w Europie. Ale smog to nie tylko krakowski problem. To niestety problem większości Polaków. I niestety niewiele wskazuje na to, żeby sytuacja miała się poprawić.

REKLAMA
Od dłuższego czasu współpracuję z ekspertami Krakowskiego Alarmu Smogowego, więc dobrze wiem, że śmierdzący problem jest przede wszystkim efektem palenia w piecach węglem. To nie pogląd czy przekonanie, tylko wiedza ekspercka. Tę samą wiedzę powinny mieć też polskie samorządy i polski rząd. Ale z tej ostatniej strony jakoś nie widać chęci do walki ze smogiem.
Sposobów na poprawę polskiego powietrza jest wiele, i powinny one być wykorzystywane jak tylko się da. Jednym z nich jest polepszenie jakości węgla, którym Polacy palą w swoich piecach. Niestety, nasz kraj należy do nielicznych, w których kupić można bez problemu wszystko, nawet węglowe odpady. Latem ubiegłego roku zwróciłem się do ministra środowiska z propozycją, żeby tę sprawę uregulować – czyli wprowadzić ustawowo normy jakości dla sprzedawanego w Polsce węgla. I muszę przyznać, ze wtedy Sejm stanął na wysokości zadania - niemal miesiąc później pojawił się wspierany przez rząd projekt ustawy, a Sejm w szybkim tempie ją uchwalił. Nowe prawo obowiązuje od października. Niestety, na tym dobra wola rządu się skończyła, bo ustawa działa tylko w teorii.
W czym problem? W tym, że sama ustawa nic nie daje. Zgodnie z nią, żeby w Polsce nie można było palić w piecach węglem najpodlejszej jakości, minister gospodarki musi ustalić normy dla węgla i paliw pochodnych, i wprowadzić je rozporządzeniem. Zaraz po tym, jak nowe prawo weszło w życie, napisałem do ministerstwa w tej sprawie, argumentując, że sprawa jest superważna i liczy się każdy tydzień. Chodzi przecież przede wszystkim o zdrowie Polaków. Rozporządzenie do dziś nie zostało wydane, co już jest niepokojące – od uchwalenia ustawy minęło pół roku i znów przegapiliśmy kolejną zimę. Ale znacznie bardziej niepokojący jest dostępny już projekt tego rozporządzenia. Przewidziane w nim normy są skandalicznie niskie. Zgodnie z pomysłem ministra gospodarki w piecach nadal będzie można palić na przykład miałem czy mułem węglowym – a to między innymi ich spalanie jest najgorsze dla naszego powietrza. Celem uchwalenia ustawy i później wydania rozporządzenia miała być walka ze smogiem, a – jeśli minister nie zaostrzy proponowanych norm – kompletnie nic się nie zmieni. Będziemy wciąż oddychać powietrzem, w którym unoszą się pyły powodujące astmę, choroby serca i raka płuc. Rząd podjął próbę rozwiązania problemu, ale wyszło jak zwykle.
Tłumaczenie Ministerstwa Gospodarki jest skandaliczne: od działania na rzecz poprawy jakości powietrza nie jest minister gospodarki, ale Ministerstwo Środowiska. Ale to właśnie ministra gospodarki Sejm, uchwalając długo wyczekiwaną ustawę, obciążył odpowiedzialnością za poprawę jakości węgla – czyli za walkę ze smogiem. Niestety wygląda na to, że śmierdzący problem jest jak jajo przerzucany z resortu do resortu i nikt nie chce się nim na poważnie zająć.
Ten sezon grzewczy już mamy w zasadzie za sobą – bez żadnej poprawy i żadnych regulacji. Wciąż jest jednak szansa, że kolejnej zimy będziemy już oddychać ciut lepszym powietrzem. Wszystko w rękach ministra gospodarki – który nie może się uchylać od odpowiedzialności. Jest też szansa, że na ręce będzie mu patrzyła Najwyższa Izba Kontroli. To do niej zwrócili się działacze Polskiego Alarmu Smogowego. NIK już w 2004 roku domagał się od Ministerstwa Gospodarki wprowadzenia norm jakościowych dla węgla. Te wnioski pokontrolne do dzisiaj nie zostały uwzględnione. Miejmy nadzieję, że tym razem się uda.