Wstępne wyniki niedzielnych wyborów musiały być dla Prezydenta Komorowskiego sporym zaskoczeniem. Ale jego sztabowcy przyłożyli się do obserwacji ostatnich przed ciszą wyborczą sondaży – i zauważyli skok, jakiego dokonał w nich Paweł Kukiz. Dlatego platformowy sztab przygotował na powyborczy ranek niespodziankę: prezent dla wyborców obywatelskiego i antypartyjnego kandydata z ponad 20-procentowym poparciem. Prezent w postaci referendum.

REKLAMA
Niedzielny wielki przegrany, Bronisław Komorowski, chce zadać obywatelom trzy ważne pytania. Pierwsze ma dotyczyć wprowadzenia JOW-ów, drugie – likwidacji finansowania partii z budżetu, a trzecie – zmian w prawie podatkowym tak, aby wątpliwości były rozstrzygane na korzyść podatnika. Nie sądzę, żeby wyborcy Pawła Kukiza dali się złapać na takie prymitywne puszczanie do nich oka przez urzędującego Prezydenta.
Jesienią 2004 roku PO, wówczas najbardziej obywatelska z obywatelskich i opozycyjna partia, rozpoczęła akcję „4 X TAK”. Pamiętam ją dobrze, bo sam zebrałem wtedy 5 tysięcy podpisów pod czterema postulatami, dzięki którym Donald Tusk chciał ograniczyć „klasę próżniaczą”, czyli polityków, i związać ich bardziej z wyborcą. Jednym z nich było wprowadzenie jednomandatowych okręgów wyborczych. Mimo że Platforma jest u władzy od 8 lat, JOW-ów nie ma. Czy można więc dzisiaj wierzyć w szczerość wywodzącego się z PO prezydenta? Pozostawmy to pytanie bez odpowiedzi.
Nie inaczej jest z finansowaniem partii politycznych. Tylko w tej kadencji Sejmu temat pojawiał się na sali obrad co najmniej trzy razy. Z pierwszym projektem posłowie rozprawili się w trzy miesiące: tyle czasu minęło od jego złożenia do odrzucenia w pierwszym czytaniu. Kolejne dwa projekty ustaw, w przypadku których byłem wnioskodawcą, czyli broniłem ich na forum Sejmu, również nie spotkały się z uznaniem kolegów posłów. W drugim podejściu przeciw projektowi ustawy, zakładającej zastąpienie finansowania partii z budżetu dobrowolnym odpisem podatkowym, zagłosowało 382 z 460 posłów, w tym prawie cała Platforma. Za trzecim razem miałem trochę więcej szczęścia, bo właśnie wybuchła afera dotycząca tego, na co partie wydają pieniądze podatnika. Dość wspomnieć, że w przypadku PO były to drogie wina, cygara i garnitury. Wtedy nawet sam Donald Tusk nie miał wyjścia i stanowczo opowiadał się za likwidacją finansowania partii z budżetu. Dzięki temu projekt udało się przepchnąć przez pierwsze czytanie i trafił do Komisji Finansów Publicznych. Ta ostatnia powołała na ten użytek podkomisję, której przewodniczyła najpierw posłanka PO, później jeden z posłów tej partii. Ale ta podkomisja nie zebrała się już od blisko 9 miesięcy.
Prezydencki pomysł na referendum jest niewątpliwie aktem desperacji. Pytanie, jak bardzo zdesperowana w obliczu możliwego sukcesu partii Kukiza w jesiennych wyborach do Sejmu okaże się sama Platforma Obywatelska. Jakby co, panie i panowie posłowie, gdybyście przypadkiem chcieli zmienić zdanie i trochę uszczuplić swój kampanijny budżet na kolejne wybory, przypominam: w sejmowej zamrażarce jest gotowa ustawa. Wspominam tak tylko na wszelki wypadek.