Na wynik II tury wyborów prezydenckich zapracowały dwa sztaby wyborcze: sztab Komorowskiego i sztab Dudy. Ten pierwszy, tak samo jak jego kandydat, kompletnie zlekceważył przeciwnika. Aroganckie podejście do wyborcy, który przecież wybierze mniejsze zło, czyli nie zagłosuje na kandydata PiS – zmieniło się w przerażenie i gwałtowne, nierozsądne i spóźnione ruchy po I turze wyborów. Sztab Dudy postawił na spokojną kampanię, ciepły wizerunek i schowanie przerażających dla wielu twarzy PiS-u. Czyli twarzy Kaczyńskiego, Macierewicza czy Pawłowicz. Ci ostatni zniknęli, ale wcale nie zostali schowani w szafie.
REKLAMA
Cukierkowy Duda, nazwany przy okazji przekazywanych na Twitterze „zaszyfrowanych” przecieków wyników z II tury „Budyniem”, przekonał ponad połowę Polaków. I wcale nie przekonał, że będzie dobrym prezydentem, ale tylko, że do ucha nie szepcze mu Prezes Kaczyński. To wielu wyborcom wystarczyło, żeby nie zagłosować na Komorowskiego. Serwowano nam cieszące oko obrazki Dudy z żoną, Dudy z córką, Dudy rozdającego bladym świtem kawę. Wybór na szefa sztabu Beaty Szydło – twardej, ale przecież kobiety – też wpisywał się w tę wizerunkową strategię ciepła i zgody. Z mainstreamowych mediów zniknęli czołowi PiS-owscy ujadacze. Ale, jak się okazało, nie zniknęli całkiem. W cieniu głównej kampanii prowadzili własną – tyle, że gdzie indziej.
Swój czas antenowy Kaczyńskiemu, Macierewiczowi i Pawłowicz z dużą przyjemnością udostępnił Ojciec Tadeusz Rydzyk. To w „Rozmowach niedokończonych” i we własnych, cyklicznych felietonach w Radiu Maryja i Telewizji TRWAM czołowi politycy PiS-u po swojemu namawiali do głosowania na Andrzeja Dudę. Używając nieco innych niż te wymyślone przez sztab Szydło argumentów i znanej od lat, typowej dla siebie retoryki.
Prezes Kaczyński z pełnym przekonaniem twierdził na przykład, że „coraz większa część gospodarki w naszym kraju nie należy do Polaków”. Co gorsza, „istnieje perspektywa, że bardzo znaczna część ziemi polskiej nie będzie należała do Polaków”. Ale dalej poszła Krystyna Pawłowicz. Unia Europejska to zdaniem pani profesor „współczesny międzynarodowy nowotwór, który niszczy suwerenne państwa europejskie”. Zła Unia prowadzi w Polsce „walkę z chrześcijaństwem, (…) finansując antypolskie, antykatolickie organizacje i działalność”. Decyzje polskich władz „prowadzą etapami do faktycznej samolikwidacji Państwa Polskiego”. Pani profesor nie kryje zresztą wątpliwości, czy Polska nadal jest państwem. Ma natomiast pewność, że traktat o akcesji Polski do Unii Europejskiej był „jaskrawie” niezgodny z Konstytucją.
Jednak absolutnym hitem jest teoria pani profesor, dotycząca prezydenckiej nowelizacji ustawy o Trybunale Konstytucyjnym. Jeden z jej przepisów umożliwia Marszałkowi Sejmu złożenie do TK wniosku o „stwierdzenie przejściowej przeszkody w sprawowaniu urzędu przez Prezydenta Rzeczpospolitej”. Taka procedura byłaby możliwa, gdyby Prezydent nie był w stanie pełnić swojej funkcji – na przykład ze względu na chorobę. TK mógłby wówczas na wniosek Marszałka Sejmu przekazać mu tymczasowo, maksymalnie na 3 miesiące, obowiązki prezydenta. Nowelizacja wcale nie wprowadza tej możliwości (istnieje ona już od dawna), a tylko ją uszczegóławia. Co na to pani profesor Pawłowicz? Wie, dlaczego nowelizacja pojawiła się w Sejmie właśnie teraz. Podejrzewa, że Marszałek Sikorski po wyborze Andrzeja Dudy na prezydenta taki właśnie wniosek złoży. Uzasadni go chorobą psychiczną nowo wybranego prezydenta, której dowodem będzie decyzja sprzeczna z linią partii rządzącej – na przykład w sprawie „rozbójniczo działających w Polsce banków”. Oczywiście Marszałkowi Sikorskiemu w sukurs przyjdą „lewackie media” – TVN, TVP i Gazeta Wyborcza.
Strzeżcie się. Oni nie zniknęli. Czają się za rogiem…
