Niewątpliwie po wczorajszych wyborach w Grecji oddaliła się groźba ogłoszenia bankructwa tego kraju, powrotu do drachmy i w konsekwencji poważnego kryzysu całej strefy euro. Chociaż ustalony wcześniej program oszczędnościowy będzie kontynuowany, a Grecy nie będą musieli w drodze przetargu wystawiać na sprzedaż swoich wysp i Akropolu, to jednak kryzys polityczny w kolebce demokracji może być długotrwały i niebezpieczny w konsekwencjach.
REKLAMA
Jest bardzo prawdopodobne, że nowo wyłoniona koalicja rozpadnie się znacznie szybciej niż przewiduje to większość komentatorów. Niewykluczone, że kiedy obecnie Antonis Samaras - lider zwycięskiej „Nowej Demokracji” prowadzi rozmowy na temat składu nowego rządu, to w tym samym czasie Alexis Tsipras - przywódca radykalnie lewicowej SYRIZY zatwierdza już nazwiska kandydatów na swoich listach przed kolejnymi przyspieszonymi wyborami.
Jest więc możliwe, że wczorajsze zwycięstwo rozsądku nad demagogią okaże się krótkotrwałe. Podejrzewam, że nowy rząd podejmując konieczne reformy i przeprowadzając ostre cięcia budżetowe szybko utraci zaufanie wyborców. Wątpię, by grecka SYRIZA okazała się konstruktywną opozycją i wspierała rząd w reformach pozwalających Grecji wyjść z kryzysu.
Scenariusz dla Grecji jest więc równie pesymistyczny co łatwy do przewidzenia. Zapewne rząd Samarasa zgodnie z ustaleniami przyjętymi wspólnie z Unią Europejską i z MFW zacznie wprowadzać reformy służące oddłużeniu kraju. I choć prawdą jest, że w dłuższej perspektywie cięcia wydatków pozwoliłyby Grecji odzyskać stabilność ekonomiczną, to jednak na krótką metę wdrożenie planu oszczędnościowego jeszcze bardziej pogłębi recesję. Może więc się zdarzyć, że Grecy - podburzani przez przywódców sił radykalnych – już na jesieni stracą cierpliwość i wyjdą na ulice zaprotestować przeciwko drakońskim oszczędnościom. Przygotowany na taką ewentualność lider SYRIZY stanie się liderem protestów. Świat przypomni sobie o tym, że Grecja oprócz tego, że jest ojczyzną demokracji, to jest także ojczyzną demagogii. Dopóki przedstawiciele radykalnej SYRIZY oraz nieporównywalnie bardziej niebezpiecznej partii nazistowskiej zasiadają w ławach opozycji, dopóty zagrożenie, iż siły te znajdą się u władzy nie jest aż tak widoczne. Jednak tykająca bomba zegarowa może wybuchnąć w każdej chwili.
Tej niezwykle niebezpiecznej sytuacji można było uniknąć, gdyby wcześniej Grecy nie żyli na kredyt i gdyby reformy podejmowano w okresie wzrostu gospodarczego. Warto o tym pamiętać również w Polsce i dlatego też urzędnicy w Ministerstwie Finansów nie powinni bagatelizować liczb, które wyświetlają się na liczniku długu.
