Kiedy w Polsce media po raz kolejny informują o tym, co Zbigniew Ziobro powiedział na temat Jarosława Kaczyńskiego (lub na odwrót), światowi komentatorzy od tygodnia z niepokojem analizują słowa premiera Wielkiej Brytanii. Groźba poważnego kryzysu politycznego Unii Europejskiej staje się coraz bardziej realna.

REKLAMA
Angielska prawica już od czasów Margaret Thatcher pozostawała sceptyczna wobec integracji europejskiej. Jednak w ostatnią niedzielę, po raz pierwszy w historii, premier Wielkiej Brytanii powiedział wprost, że dopuszcza możliwość przeprowadzenia w swoim kraju referendum na temat dalszej obecności tego kraju w Unii Europejskiej oraz formuły tej obecności. Na łamach niedzielnego The Telegraph premier Cameron zasugerował, iż Unia Europejska nie powinna być niczym więcej, jak tylko luźnym związkiem państw lub strefą wolnego handlu.
Hasła Camerona, choć mogą zyskiwać poklask, szczególnie wśród znanych z konserwatyzmu Anglików, to są równocześnie niezwykle niebezpieczne. Wyobraźmy sobie bowiem referendum, w którym Brytyjczycy byliby zapytani o to, czy chcą pozostać w Unii Europejskiej w jej obecnej formule. Czy dalej chcą płacić składki przeznaczane na pomoc dla mniej zamożnych państw Unii? Czy dalej chcą przyjmować imigrantów z Polski? Niestety, odpowiedź jakiej udzielą Anglicy jest łatwa do przewidzenia.
Ewentualne „nie” Wielkiej Brytanii może uruchomić efekt domina. Zapewne w kolejnych państwach europejskich pojawią się propozycje referendów na temat wystąpienia tych państw z Unii Europejskiej. Tymczasem, jak powszechnie wiadomo, w czasie kryzysu gospodarczego najlepiej sprzedającym się towarem jest populizm. Łatwo więc przewidzieć, że dla mieszkańców państw dotkniętych przez kryzys kozłem ofiarnym stanie się Unia Europejska.
Gdyby ziścił się ten czarny scenariusz, konsekwencje dla Polski mogłyby być bardzo poważne. I nie chodzi tu tylko o kilka miliardów euro, które Polska corocznie otrzymuje z funduszy europejskich. Najważniejsze jest jednak to, że gdyby znów zwyciężyły egoizmy narodowe, gdyby Europa okazała się niezdolna do dalszej integracji, to przecież 27 pojedynczych, skłóconych ze sobą państw nie byłoby w stanie konkurować tak z prężną gospodarką amerykańską, jak i z coraz szybciej rozwijającymi się azjatyckimi tygrysami.
Dodajmy, że bez precedensu jest już samo to, że przywódca jednego z największych państw europejskich wzywa do daleko idącej dezintegracji Unii. Niewątpliwie podważa to zaufanie między państwami europejskimi, czyli fundament wspólnej Europy. Dlatego też na sygnały dochodzące z Wielkiej Brytanii Polska powinna reagować szybko i stanowczo. Minister Sikorski powinien wyraźnie stwierdzić na forum europejskim, że propozycje zgłoszone przez Davida Camerona są nie do zaakceptowania. Konieczne jest także stworzenie koalicji państw, która zabiegałaby o głębszą integrację i o federacyjną formułę Europy. Panie Ministrze – czas na działania!