Gdyby Al Capone w latach swojej świetności założył stowarzyszenie na rzecz wsparcia ofiar przestępczości zorganizowanej, nikt nie traktowałby tej inicjatywy poważnie. Wiadomo przecież, że wilki nigdy nie będą żarliwie upominać się o prawa owiec. Wiedza ta była jednak najwyraźniej niedostępna małopolskim urzędnikom.
REKLAMA
Krakowska Gazeta Wyborcza opisała niedawno, w jaki sposób właściciele firm przewozowych tworzyli federacje konsumenckie jedynie po to, by opiniować wydawanie dla swojej konkurencji zezwoleń na przewóz osób w Małopolsce. Faktycznie prawo nakazuje, by przed wydaniem takiego zezwolenia urząd zasięgnął opinii organizacji konsumenckiej. Problem w tym, że Małopolski Urząd Marszałkowski zamiast do konsumentów zwracał się o opinię do organizacji, które słowo „konsument” miały tylko w nazwie.
Przykładowo trudno znaleźć w Małopolsce chociaż jednego pasażera busów, który słyszałby o czymś takim jak Małopolska Federacja Konsumentów Komunikacji Autobusowej. Dużo sygnałów na temat tego „zacnego” stowarzyszenia mieli natomiast właściciele firm przewozowych. Wiedzieli oni bowiem, że ta federacja „konsumencka” zrzeszała ich bezpośrednią konkurencję.
Pojawia się zatem szereg pytań: dlaczego właścicieli firm przewozowych poproszono jako ekspertów o konsultacje w sprawach konsumenckich? Dlaczego Urząd Marszałkowski dopuścił do tego, by organizacje zrzeszające przewoźników miały wpływ na wydanie zezwolenia dla swojej konkurencji? Dlaczego Urząd poprosił stado wilków, by wydało opinię na temat oczekiwań owiec?
Urząd Marszałkowski broni się, że musiał przestrzegać prawa i tym samym zwrócić się do organizacji konsumenckich o wydanie opinii. To wytłumaczenie jest jednak mocno wątpliwe. Przecież to właśnie przepisy prawa stanowią jasno i dobitnie, że federacja konsumencka musi być organizacją w pełni „niezależną od przedsiębiorców”.
Na pewno zwrócenie się o opinię do przedsiębiorców, zamiast do konsumentów nie może być uznane za drobną omyłkę. Niestety wiele wskazuje na to, że znów zwyciężyła urzędnicza rutyna i załatwianie spraw możliwie najmniejszym wysiłkiem. Urzędnicy stwierdzili, że skoro organizacja ma w swojej nazwie słowo „konsumencka”, to nic już więcej nie wymaga sprawdzenia.
Sprawdzenia będzie więc teraz wymagało zachowanie urzędników. Złożyłem bowiem pismo do Marszałka Województwa z prośbą o szczegółowe wyjaśnienia. Liczę, że w odpowiedzi na moje pismo Marszałek wyraźnie zadeklaruje, że kierowany przez niego urząd zaprzestanie dotychczasowych praktyk i że wreszcie zdrowy rozsądek przeważy nad biurokratycznym sposobem załatwiania spraw.
