Dzisiaj Ministerstwo Spraw Zagranicznych z dumą obwieściło, że zakończyły się prace Grupy Refleksyjnej ds. Przyszłości Unii Europejskiej. Tym jednak, co naprawdę wymaga refleksji, jest sposób działania rozmaitych grup do spraw refleksji.

REKLAMA
Po siedmiu miesiącach prac ministrom spraw zagranicznych udało się uzgodnić ośmiostronicowy raport końcowy. Bez wątpienia raport ukazuje niezwykły kunszt dyplomatyczny jego autorów. Udało się im bowiem tak sformułować postulaty, by jednocześnie pozbawić je jakiejkolwiek treści. Charles de Talleyrand byłby zapewne dumny, że ma obecnie w Europie godnych następców.
Niestety w raporcie bez odpowiedzi pozostały podstawowe pytania dotyczące przyszłości Unii Europejskiej. W jaki sposób Europa może uporać się z pogłębiającym się kryzysem gospodarczym? Czy Unia Europejska powinna stać się w przyszłości federacją? Jak dokładnie powinna wyglądać reforma instytucjonalna UE? Czy większą moc decyzyjną powinien mieć Parlament Europejski, czy Rada Unii Europejskiej? Czy Parlament Europejski powinien w przyszłości odgrywać podobną rolę, jak Kongres Stanów Zjednoczonych? Jak dokładnie powinien wyglądać podział obowiązków pomiędzy Parlamentem Europejskim a parlamentami krajowymi?
W raporcie grupy refleksyjnej nie pojawia się jednak precyzyjna odpowiedź na żadne z powyższych pytań. Przykładowo, trudno za realną propozycję zmiany uznać jednoczesne zwiększenie kompetencji Parlamentu Europejskiego oraz parlamentów krajowych. Autorzy raportu nie zdecydowali się która z instytucji europejskich powinna odgrywać główną rolę, a zatem proponują zwiększenie roli wszystkich istniejących instytucji. Ministrowie używając okrągłych zdań, zręcznie uchylają się więc od wskazania konkretnych propozycji zmian instytucjonalnych.
Trudno jednak być zaskoczonym takim właśnie rezultatem prac grupy refleksyjnej. Wiele już bowiem było raportów, podsumowujących prace rozmaitych „komisji mędrców”. Tego typu raporty nie zawierały niestety konkretnych rozwiązań, a za to pełne były okrągłych zdań. Nieraz już się zdarzało, że na biurka urzędników w Brukseli trafiały raporty, których jedynym przesłaniem było wezwanie do sporządzenia kolejnego raportu.
Chociaż w pogrążonej kryzysem Europie spada produkcja gospodarcza, to jednocześnie wzrasta produkcja dokumentów wydawanych przez europejskich urzędników i dyplomatów. Wraz z rosnącym długiem publicznym, rosnącym deficytem budżetowym, rosnącą inflacją oraz rosnącym bezrobociem, rośnie także stos papierów na biurku Komisarza Barroso.
Czas najwyższy skończyć już z produkcją bezwartościowych dokumentów. Na pewno powołanie kolejnej grupy ds. refleksji powinno być poprzedzone refleksją, czy naprawdę tym, czego obecnie potrzebujemy jest kolejny, niezawierający konkretnych rozwiązań dokument.