Dziennik podawczy Trybunału Konstytucyjnego mieści się około kilometr od sejmu. Byłem tam wczoraj po raz pierwszy. Z posłem Michałem Kabacińskim złożyliśmy wniosek w sprawie nowelizacji Prawa o zgromadzeniach.
REKLAMA
Temat jest znany, ale krótko przypomnę historię. Inicjatywa wyszła od Prezydenta Komorowskiego po zamieszkach podczas obchodów święta 11 listopada przed rokiem. Proces legislacyjny był burzliwy. W dyskusję włączyło się 160 organizacji pozarządowych, krytykując nowelizację, która ich zdaniem istotnie ogranicza konstytucyjnie gwarantowaną wolność zgromadzeń – jeden z fundamentów demokracji. Uchwalona przez sejm ustawa trafiła do senatu, gdzie wymiana argumentów wcale nie przebiegała wedle podziału koalicja - opozycja. Również niektórzy senatorowie Platformy przyznawali, że niektóre z zapisów są nie do przyjęcia – i chwała im za to. Ale koalicja wygrała – senat przyjął ustawę z kosmetycznymi poprawkami. Wróciła do sejmu, stamtąd trafiła do Prezydenta. Niespodzianki nie było. Komorowski podpisał własną ustawę 4 października. Przed kilkoma dniami została opublikowana w Dzienniku Ustaw, co jest warunkiem złożenia wniosku do Trybunału Konstytucyjnego. Zapowiadaliśmy go jako Ruch Palikota już wielokrotnie, czekał od tygodni. Wczoraj został złożony.
Głównym argumentem Prezydenta Komorowskiego było zapewnienie bezpieczeństwa demonstrantom. Po to w nowelizacji pojawiły się miedzy innymi dwa zapisy, naszym zdaniem nie tylko kontrowersyjne, ale niekonstytucyjne.
Pierwszy z nich to wydłużenie terminu na zawiadomienie organu gminy o planowanym zgromadzeniu do 3 dni roboczych. Zmiana pozornie niewielka – dotąd były to po prostu „3 dni”. Ale jeśli ktoś zechce zorganizować demonstrację w poniedziałek, trzy dni robocze oznaczają już 5 dni. Jeśli trafi się długi weekend, na przykład 1 maja w środę i 3 – w piątek, to zawiadomić o poniedziałkowej manifestacji trzeba z 7-dniowym wyprzedzeniem. Pytanie, jakich to niezbędnych do zapewnienia bezpieczeństwa czynności policja nie jest w stanie podjąć w dniu zgłoszenia albo dzień po zgłoszeniu, i na co potrzebuje aż 3 dni roboczych? W mojej opinii nie ma takich czynności. Dlatego sądzę, że oczekiwany skutek w postaci poprawy bezpieczeństwa będzie mizerny. Za to nowy termin wyraźnie ograniczy możliwość spontanicznych zgromadzeń, przygotowywanych szybko i w reakcji na bieżące wydarzenia. Świat pędzi. O czymś, co dziś zajmuje opinię publiczną, pojutrze zapominamy. Dlatego już poprzedni, 3-dniowy termin był nadmiernie restrykcyjny. A tym bardziej nie można w imię pozornej poprawy bezpieczeństwa jeszcze bardziej go wydłużać.
Drugi naszym zdaniem niekonstytucyjny zapis to nałożenie na przewodniczącego zgromadzenia sankcji karnych, w postaci grzywny do 5 tysięcy złotych. Tyle, że nie do końca wiadomo, za co taką grzywnę można dostać. Kryteria nałożenia sankcji są na tyle nieostre, a kwota na tyle duża, że ryzyko ukarania z pewnością wiele osób skutecznie zniechęci do organizowania manifestacji. Efekt? Demonstracji będzie mniej – albo organizowane będą bez zgłoszenia, „na dziko”. A to drugie z całą pewnością nie poprawi ich bezpieczeństwa.
Polska Konstytucja dopuszcza możliwość ograniczenia konstytucyjnych wolności i praw. Ale tylko w sytuacjach wyjątkowych. Tylko wtedy, kiedy jest to konieczne dla realizacji pewnych określonych wartości, do których należą ochrona bezpieczeństwa publicznego i zapewnienie publicznego porządku. Tylko wtedy, kiedy proporcja zysków do strat wypada wyraźnie na korzyść tych pierwszych. Jestem przekonany, że w tym przypadku tak nie jest. A wręcz przeciwnie, jestem przekonany, że ta nowelizacja stanowi istotne ograniczenie wolności i demokracji, niedopuszczalne w nowoczesnym państwie.
