Jesteśmy konsekwentni. Zgodnie z zapowiedzią dziś złożyliśmy do laski marszałkowskiej kolejny projekt ustawy, zmniejszający horrendalne koszty pracy w Polsce. Tym razem chodzi o wynagradzanie pracowników na tzw. „chorobowym”.

REKLAMA
W roku 2011 lekarze wypisali 17 milionów zwolnień lekarskich na 207,5 miliona dni. Zdecydowana większość „L4” wystawiana była na krótki okres czasu – przeciętnie na niespełna 14 dni. W tej chwili to pracodawca musi przez pierwsze 33 dni „chorobowego” wypłacać pracownikowi 80% pensji, dopiero od 34 dnia ten obowiązek przejmuje ZUS. Pracodawca płaci, mimo że pracownik jest nieobecny, a jego pracę ktoś i tak musi wykonać. I ten ktoś, co oczywiste, nie zrobi tego za darmo. Musi płacić, mimo że ZUS przez cały czas pobiera składki na ubezpieczenie zdrowotne tego pracownika. Takich zwolnień lekarskich – na okres do 33 dni – jest zdecydowana większość, ponad 95%. Według szacunków wynagradzanie nieobecnych z powodu choroby pracowników kosztowało w 2011 roku polskie firmy ponad 10 miliardów złotych. To pieniądze, które można by przeznaczyć na inwestycje, szkolenia, wzrost zatrudnienia. Organizacje zrzeszające pracodawców od dawna już zwracały uwagę na ten problem i apelowały o przeniesienie tych kosztów na ZUS. Dlatego zgodnie z naszą ustawą to na ZUS ciąży obowiązek wypłacania „chorobowego” już od pierwszego dnia zwolnienia lekarskiego.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden plus tego rozwiązania. Polacy chorują sporo – pod względem chorobowych nieobecności w pracy jesteśmy w niechlubnej europejskiej czołówce. Wynika to po części z faktu, że polskim pracownikom zdarzają się niestety dość często „chorobowe urlopy”, czyli zwolnienia fikcyjne. To zjawisko nasila się, kiedy pogarsza się sytuacja na rynku pracy, a firmy przygotowują się do zwolnień. Z danych Pricewaterhouse Coopers wynika, że „chorowanie” jest też częstsze pod koniec miesiąca, czyli wtedy, kiedy wręczane są wypowiedzenia. Szacuje się, że koszt fikcyjnych zwolnień to około 6 miliardów złotych rocznie. Pracodawcy, a zwłaszcza małe firmy, w przeciwieństwie do ZUS nie mają narzędzi do kontrolowania, czy pracownik jest faktycznie chory. Ale to przede wszystkim oni dziś ponoszą koszty również w przypadku fikcyjnych zwolnień. ZUS szanuje swoje pieniądze – jeśli będzie musiał płacić na L4 już od pierwszego dnia, weryfikacja zwolnień się z pewnością poprawi.
Ale podstawowym celem, który przyświecał nam, kiedy dziś w Sejmie składaliśmy tę ustawę, jest zmniejszenie kosztów pracy w Polsce. Jak już wcześniej pisałem, na 1 złotówkę do kieszeni pracownika przypada aż 70 groszy różnych podatków i składek. To jedna z największych barier w prowadzeniu działalności gospodarczej w Polsce. To przyczyna rosnącego bezrobocia, emigracji zarobkowej i ogromnej szarej strefy. To powód zatrudniania na umowy śmieciowe. Jeśli polskie firmy mają się rozwijać, obniżanie kosztów pracy musi być jednym z priorytetów.