Dziś w sejmie II czytanie ustawy deregulacyjnej Pawlaka. Pełna nazwa: Rządowy projekt ustawy o redukcji niektórych obciążeń administracyjnych w gospodarce. Słowo „niektórych” ma tu duże znaczenie. Dlatego zgłosiliśmy cztery, naszym zdaniem bardzo ważne, poprawki do tego projektu. Dotyczą one tzw. kasowej metody rozliczania podatków.

REKLAMA
Nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak bardzo niesprawiedliwe jest obecne prawo. Wyobraźmy sobie małą polską firmę budowlaną, która buduje autostradę. Oczywiście jest ona podwykonawcą dużego zagranicznego koncernu, bo była za mała, żeby samodzielnie wystartować w przetargu (tu też mamy gotowe rozwiązanie: http://gibala.natemat.pl/39099,lzejsze-zamowienia-publiczne). Jej zadanie polega na wylaniu asfaltu. Ma za to dostać 100 mln zł netto. Po wykonaniu usługi firma wystawia fakturę generalnemu wykonawcy – zagranicznemu koncernowi. Mijają tygodnie, potem miesiące – i ciągle, mimo próśb i upomnień, nie dostaje zapłaty. Ale mimo to musi zapłacić 23 miliony VATu! Co więcej, tę niezapłaconą fakturę musi wliczyć w dochód, czyli zapłacić podatek dochodowy od pieniędzy, których nie dostała! To są sytuacje z życia. To są sytuacje, które prowadzą do bankructw i upadłości.
Metoda kasowa to najlepsze rozwiązanie problemu zatorów płatniczych. Zgodnie z nią VAT staje się wymagalny dopiero po uzyskaniu zapłaty. Hasło „metoda kasowa” promowało na billboardach w całej Polsce nasz październikowy kongres dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw w Krakowie, na którym ogłosiliśmy gospodarczy program Ruchu Palikota. I oto rząd przychylił się do jednego z naszych głównych postulatów. Niestety, w sposób niewystarczający.
Co jest w naszych poprawkach?
Po pierwsze, zwiększamy limit rocznego obrotu, do którego można się rozliczać z VATu za pomocą metody kasowej. U Pawlaka to 1,2 mln euro, my proponujemy maksymalny możliwy limit – 2 miliony. Chcielibyśmy, żeby wszystkie polskie firmy mogły się z VATu rozliczać kasowo, ale nie pozwala na to dyrektywa unijna, znowelizowana w 2010. Nawiasem mówiąc, tę nowelizację poparł polski rząd.
Po drugie, skracamy czas, po którym można skorzystać z „ulgi za złe długi”. Dziś można dochodzić zwrotu VAT-u odprowadzonego od niezapłaconych faktur po pół roku. Pawlak obcina ten okres tylko o miesiąc. My idziemy dalej – proponujemy skrócenie go o połowę. Czyli w tej chwili to 180 dni, rząd proponuje 150, a my – tylko 90.
Po trzecie – to nasze ostatnie dwie poprawki – proponujemy kasowe rozliczanie podatku dochodowego, zarówno PIT-u, jak i CIT-u. W rządowym projekcie pojawia się ono częściowo. Pawlak wprowadza mechanizm, który nieco zmniejsza ryzyko zatorów płatniczych, ale chroni przede wszystkim interes budżetu państwa, a nie przedsiębiorców, którzy padli ofiarą nierzetelnych kontrahentów. Zgodnie z rządowym projektem nie będzie można sobie wliczyć w koszty faktury, której się nie zapłaciło. My proponujemy mechanizm symetryczny – we własny dochód nie będzie trzeba wliczać faktury, za którą nie otrzymało się zapłaty. Takie rozwiązanie jest po prostu sprawiedliwe. Nie można wymagać od kogoś podatku dochodowego od pieniędzy, które istnieją tylko na papierze.
Głosowania już jutro. Mam nadzieję, że nasze cztery poprawki w nich nie przepadną. Niezależnie od tego, jaki będzie ich los, i tak będziemy głosowali za „trzecią deregulacyjną”. Lepsze takie rozwiązania, niż żadne. Ale strategia małych kroków nie jest wystarczająca. Polska wciąż fatalnie wypada w rankingach wolności gospodarczej. W Doing Business wciąż jesteśmy za Rwandą i Peru, w rankingu Instytutu Frasera ex aequo z Zambią, a w Ease of Paying Taxes uplasowaliśmy się pomiędzy Zimbabwe a Tanzanią. To nie jest chyba szczyt naszych marzeń...