Trzy lata temu premier Donald Tusk podjął decyzję, że polski rząd nie udzieli jakiegokolwiek wsparcia finansowego dla przemysłu samochodowego. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej z listopada 2009 roku określił to zaniechanie jako „decyzję ratującą Polskę”, pozwalającą m.in. oszczędzić 2 miliardy złotych w budżecie. Jest jednak wysoce wątpliwe, czy dzisiejszy kryzys, w jakim znalazł się polski przemysł samochodowy jest sygnałem, że Polska została uratowana.
REKLAMA
Ewidentne jest natomiast, że polski przemysł samochodowy jest na skraju upadku. Główny Urząd Statystyczny, a za nim prasa gospodarcza, przytacza alarmujące dane. W ciągu trzech ostatnich lat produkcja samochodów w Polsce spadła o ponad 1/3 (z 991 tysięcy do 650 tysięcy), a wraz z nią zmniejszyła się liczba osób zatrudnionych w tej branży przemysłu. Kolejne zagraniczne koncerny samochodowe albo ogłaszają decyzje o wstrzymaniu części produkcji w Polsce, albo dają wyraźnie do zrozumienia, że nie będą u nas realizować żadnych nowych inwestycji. Od przyszłego roku włoski Fiat produkcję modelu Pandy przeniesie z Tych w okolice Neapolu. Z kolei firma Infinity podjęła niekorzystną dla nas decyzję o rezygnacji z pomysłu otwarcia linii produkcyjnej w Polsce.
Tymczasem jeszcze dwa lata temu sytuacja przemysłu samochodowego wyglądała całkiem inaczej. Zatrudnienie przekraczało wówczas 100 tysięcy osób. Mieliśmy wystarczający potencjał i wszelkie zasoby, by stać się jednym z europejskich liderów w branży motoryzacyjnej. Niestety dane przytaczane przez Główny Urząd Statystyczny dobitnie wskazują na to, że ta szansa nie została wykorzystana.
Wszystko wskazuje na to, że w Ministerstwie Gospodarki nikt nie wyciągnął właściwych wniosków z doświadczeń brytyjskich. Mało kto to pamięta, ale w pierwszej połowie XX wieku to właśnie Anglia była europejskim liderem w produkcji i w eksporcie samochodów. Brytyjskie marki, takie jak: Bentley, Rolls-Royce czy Jaguar zawsze były kojarzone z najwyższą jakością. Oprócz tego, w Anglii swoje fabryki miał amerykański potentat, jakim jest General Motors.
Dzisiaj nikt już nie kojarzy Wielkiej Brytanii z przemysłem motoryzacyjnym. Nawet najwięksi miłośnicy samochodów mieliby problem ze wskazaniem głównych brytyjskich marek. Anglikom pozostaje tylko wspominać złote lata, kiedy to mogli być dumni z sukcesów swojej branży samochodowej.
Historia stopniowego upadku przemysłu samochodowego w Wielkiej Brytanii powinna być przestrogą dla rządzących w Polsce. Należy oczekiwać, że Ministerstwo Gospodarki możliwie szybko opracuje kompleksową strategię wsparcia dla przemysłu motoryzacyjnego. W przeciwnym wypadku, Polska może zniknąć z mapy europejskich liczących się producentów samochodów, tak jak w przeszłości stało się to z Anglią.
