Dziesiąty projekt z pakietu dla MŚP złożony. Ta ustawa jest realizacją jednego z naszych sztandarowych haseł: cena nie może być jedynym kryterium w przetargach publicznych.
REKLAMA
Obowiązujące dziś Prawo zamówień publicznych było tworzone z myślą o tym, żeby w jak największym stopniu wyeliminować ryzyko nadużyć. To oczywiste, że prawo nie może pozwalać na uznaniowy wybór wykonawcy przez urzędnika. Nie może być tak, że w przetargu publicznym wygrywa firma znajomego burmistrza tylko dlatego, że jej właścicielem jest znajomy burmistrza. Nie ma też racji bytu sytuacja, kiedy za łapówkę można dostać zamówienie publiczne. Z tego punktu widzenia dzisiejsze Prawo zamówień publicznych, które pozwala, by cena była w praktyce jedynym kryterium w rozstrzyganiu przetargów, jest doskonałe. Ale że obiektywnie doskonałe nie jest, przekonujemy się od lat.
Urzędnicy teoretycznie mogą posłużyć się również innymi, poza ceną, kryteriami w wyborze wykonawcy zadania publicznego, ale w praktyce najczęściej idą na skróty. Najłatwiej jest wybrać ofertę najtańszą. To nie wymaga żadnej szczegółowej wiedzy technicznej i daje gwarancję, że nikt im nie zarzuci, że wybrali niewłaściwego wykonawcę.
Doświadczenia choćby przy budowie autostrad dowodzą, że najtańsza oferta często w praktyce przestaje być najtańsza. Firmy, żeby dostać zlecenie, maksymalnie zaniżają cenę – zarówno tnąc koszty pracy, jak i wybierając najtańsze na rynku materiały. Skutki są fatalne. Często państwo dostaje produkt drugiej kategorii – na przykład fragment autostrady, na którym zaraz po oddaniu go do użytku pojawiają się usterki. Równie często zdarza się, że wykonawca już w trakcie realizacji zadania informuje, że nie jest w stanie go dokończyć w oferowanej w przetargu cenie. Droga jest już w połowie wybudowana i musi zostać wybudowana do końca. Zamawiający – czyli państwo – ma dwie opcje: rozwiązać umowę i szukać nowego wykonawcy albo zgodzić się na nowe warunki finansowe dotychczasowego. Opcja pierwsza oznacza dodatkowe koszty: rozpisania nowego przetargu i zabezpieczenia placu budowy do czasu wyboru nowej firmy. Oczywiście bez żadnej gwarancji, że pojawi się ktoś nowy, kto wykona zamówienie taniej. Często więc zamawiający wybiera wariant drugi – godzi się na nowe warunki finansowe, nieraz znacznie wyższe. Wyższe finalnie nawet od cen innych wcześniejszych oferentów, którzy przegrali w przetargu być może tylko dlatego, że ich oferty, choć droższe, były bardziej rzetelne.
Są i takie sytuacje, że wykonawca, który przeszacował swoje możliwości, po prostu w trakcie budowy plajtuje. A za nim upadają kolejne firmy – jego podwykonawcy. Droga pozostaje niewybudowana, a do tego mamy do czynienia z dramatem wielu firm. Wystarczy zajrzeć w artykuły prasowe z ostatnich miesięcy o upadłościach firm budowlanych, żeby zobaczyć skalę problemu.
Dlatego złożyliśmy dziś w Sejmie projekt nowelizacji Prawa zamówień publicznych, z którego jasno wynika, że cena nie może być jedynym kryterium przy udzielaniu zamówień publicznych. Jeśli nasza ustawa wejdzie w życie, zamawiający będą musieli brać pod uwagę również jakość, funkcjonalność, parametry techniczne, zastosowanie najlepszych dostępnych technologii w zakresie oddziaływania na środowisko, koszty eksploatacji, serwis i termin wykonania zamówienia.
