Dzisiaj podjąłem decyzję o opuszczeniu Platformy Obywatelskiej i wstąpieniu do Ruchu Palikota.
REKLAMA
Nie była to łatwa decyzja. Pamiętam dobrze, i chyba zawsze będę pamiętał wiele ważnych momentów z Platformą, których nie tylko nie żałuję, ale z których jestem dumny. Pamiętam, gdy w 2007 roku zatrzymaliśmy szkodliwy dla Polski projekt IV Rzeczpospolitej. Pamiętam, gdy na początku poprzedniej kadencji, mimo trudnej sytuacji politycznej (wiszące nad nami weto Kaczyńskiego) udało nam się przeprowadzić kilka ważnych i dobrych dla Polski rzeczy – takich, jak zniesienie obowiązkowego poboru do wojska czy zlikwidowanie emerytur pomostowych. Cieszę się, że byłem wtedy w PO i ramię w ramię z Donaldem Tuskiem realizowałem te przedsięwzięcia, wspierając go przy tym, na ile mogłem. I nigdy nie będę tego żałował. To był wspaniały czas.
Ale od pewnego czasu następował coraz większy rozdźwięk pomiędzy mną a Platformą. Dało się to zauważyć zarówno w głosowaniach (np. przeciw poprawce Rockiego, ograniczającej dostęp do informacji publicznej), jak i wypowiedziach publicznych (np. ws. ACTA). Powodem było wrażenie, że PO odchodzi od idei, które legły u jej podstaw. Że jest coraz mniej obywatelska i coraz mniej wolnorynkowa. Że Donald Tusk się wypalił. Że brak mu śmiałej i całościowej wizji przyszłości Polski, oraz energii i determinacji, żeby tę wizję realizować.
Dwa miesiące temu rzuciłem hasło „Powrotu do korzeni” jako receptę na odzyskanie przez PO zaufania wyborców. Postulowałem nowe otwarcie – program śmiałych reform, opartych na wartościach obywatelskich i wolnorynkowych. Ale program ten nie znalazł uznania we władzach Platformy i został chłodno przyjęty przez samego premiera.
Symbolicznym wyrazem obecnego myślenia Donalda Tuska był przegląd ministerstw po 100 dniach rządu. Zapewne wiele osób wiązało z nim duże nadzieje, liczyło na to, że premier zaproponuje znaczące zmiany, które będą odpowiedzią na niezadowolenie społeczne. Tymczasem skończyło się na niczym. Widać, że Donald Tusk nie dostrzega potrzeby żadnych zmian, żadnego nowego, śmiałego otwarcia.
Dlaczego Ruch Palikota?
Po pierwsze, bo polityka w Polsce ma wymiar partyjny, i żeby zrobić coś dobrego dla Polski, trzeba być w jakiejś partii.
Po drugie dlatego, że Palikot ma wyrazistą wizję Polski i energię, żeby tę wizję realizować. Można się z jego poglądami zgadzać lub nie, ale nie można mu zarzucić, że jest politykiem nijakim.
Po trzecie dlatego, że jest wiele rzeczy w programie Palikota, które mi się podobają. Podoba mi się jego podejście do gospodarki i idea deregulacji. Podoba mi się jego wizja świeckiego państwa i ograniczenia wpływu Kościoła. Podoba mi się jego nacisk na ochronę przez państwo wolności i swobód obywatelskich.
Po drugie dlatego, że Palikot ma wyrazistą wizję Polski i energię, żeby tę wizję realizować. Można się z jego poglądami zgadzać lub nie, ale nie można mu zarzucić, że jest politykiem nijakim.
Po trzecie dlatego, że jest wiele rzeczy w programie Palikota, które mi się podobają. Podoba mi się jego podejście do gospodarki i idea deregulacji. Podoba mi się jego wizja świeckiego państwa i ograniczenia wpływu Kościoła. Podoba mi się jego nacisk na ochronę przez państwo wolności i swobód obywatelskich.
Nie była to łatwa decyzja. Ale w polityce czasami trzeba mieć odwagę przekroczyć Rubikon.
Dlatego odchodzę z PO
