Zakupów w Lidlu nie robię, o sprawie dowiedziałem się od znajomego, skądinąd eksperta w sprawach związanych z ruchem rowerowym. Sieć handlowa wspólnie z nie byle kim, bo Komendą Główną Policji, postanowiła przeprowadzić akcję społeczną, która ma za zadanie poprawić bezpieczeństwo rowerzystów na drodze. Pomysł znakomity – to dobrze, że biznes angażuje się w takie tematy i takie kampanie. Gorzej z wykonaniem. Powstał rowerowy absurd, który legitymizuje swoim autorytetem Policja.
REKLAMA
O co chodzi? Klienci tej sieci handlowej w całej Polsce dostali do rąk ulotkę, namawiającą rowerzystów m.in. do zadbania o dobry stan techniczny roweru, stosowania kasku czy odblasków. Ale na tej samej ulotce pojawiło się też sformułowanie: „Pamiętaj o przepisach ruchu drogowego. Nawet jeśli masz pierwszeństwo przejazdu, zatrzymaj się i upewnij, że z boku nie nadjeżdża inny pojazd.” Znajomość Prawa o ruchu drogowym nie jest niestety powszechna wśród wszystkich uczestników ruchu, w tym i rowerzystów. Dlatego każdy, kto dostanie do ręki ulotkę, podpisaną przez Komendę Główną Policji, weźmie za pewnik to, co na niej przeczyta. A przeczyta instrukcję łamania prawa.
Bo zgodnie z Prawem o ruchu drogowym, zatrzymywanie pojazdu (którym jest i rower) jest zabronione m.in. na skrzyżowaniu oraz w odległości mniejszej niż 10 m od skrzyżowania, a także na przejeździe dla rowerzystów i na 10 m przed tym przejazdem (Prawo o ruchu drogowym, art. 49, ust. 1, pkt 1 i 2). Co oczywiste, te zapisy nie dotyczą sytuacji, kiedy nie mamy pierwszeństwa albo sygnalizacja świetlna nakazuje nam się zatrzymać. Jeśli ślepo wierzący w autorytet Policji rowerzysta zastosuje się do instrukcji z ulotki i, mając pierwszeństwo albo zielone światło, zatrzyma rower na skrzyżowaniu, ta sama Policja może mu wlepić 300-złotowy mandat. Ulotka w kieszeni nie pomoże, bo wszyscy mamy obowiązek stosować się do zasad, które są po to, żeby na drogach było bezpieczne i przewidywalnie. I w tym kierunku powinniśmy działać – likwidować prawne absurdy, które uderzają w rowerzystów, takie jak np. kara więzienia za jazdę na rowerze w stanie nietrzeźwości, o czym pisałem tutaj. Prawo o ruchu drogowym udało się zresztą, dzięki wysiłkom Parlamentarnej Grupy Rowerowej, którą założyliśmy w poprzedniej kadencji z posłanką Ewą Wolak, udoskonalić pod kątem likwidacji barier dla rowerzystów i dostosowania polskich przepisów do prawa międzynarodowego. Rolą Policji, rolą takich jak ta kampanii społecznych powinno być – zamiast serwowania absurdalnych rad – edukowanie, jakie mamy w Polsce przepisy.
Ale nawoływanie do łamania prawa to nie wszystko. Zastosowanie się do złotej rady z ulotki grozi nie tylko mandatem, ale też wypadkiem. Wyobraźmy sobie, że jedziemy samochodem (albo gorzej – jesteśmy kierowcą ciężarówki albo autobusu), mamy zielone światło, więc nie mamy powodu zwalniać, a jadący przed nami rowerzysta znienacka się zatrzymuje. Dla bezpieczeństwa. Nasza droga hamowania będzie z pewnością nieco dłuższa, niż roweru. Nam być może nic się nie stanie. Gorzej z rowerzystą. W tym kontekście tym zabawniejsze jest tłumaczenie rzecznika prasowego Komendy Głównej, które pojawiło się na fejsbukowym profilu Lidla po tym, jak swoje oburzenie wyraziły środowiska rowerzystów. Rzecznik instytucji odpowiedzialnej za egzekwowanie przestrzegania prawa mówi tak: „Prawo jest niezmiernie ważne, i trzeba je przestrzegać, ale pamiętajmy także o zdrowym rozsądku na polskich drogach (…). To, że ktoś ma pierwszeństwo, nie zawsze oznacza, że już do tego się dostosuje”. Z rzecznikiem Policji w jednym muszę się zgodzić. Pamiętajmy o zdrowym rozsądku. Nie tylko na polskich drogach.
