Pan Marek ma sklep internetowy ze sprzętem AGD i RTV. Zatrudnia 5 osób – dwie do obsługi zamówień, dwóch kierowców i księgową. Firma w ostatnim czasie prosperowała całkiem nieźle, pan Marek wypracował zysk, więc żona pana Marka zarządziła odnowienie elewacji domu i wymianę ogrodzenia na elegancki murek. Sąsiad pana Marka, pan Zbyszek, od dawna niespecjalnie za panem Markiem przepadał. Ale nowy płot przepełnił czarę goryczy. Więc pan Zbyszek postanowił dopiec sąsiadowi i napisał anonimowy donos do Urzędu Kontroli Skarbowej.

REKLAMA
Anonim trafił na biurko pani Stanisławy, urzędniczki z wieloletnim stażem, regularnie nagradzanej za skrupulatne kontrole podatników. Pani Stanisława rzuciła okiem na anonim, porównała z zeznaniami podatkowymi pana Marka za ostatni rok i stwierdziła, że coś może być nie tak. Więc wszczęła gruntowną kontrolę. Ponieważ pani Stanisława uznała, że informacje, które posiada na podstawie anonimu, uprawdopodabniają podejrzenie, że pan Marek uchyla się od opodatkowania, skorzystała z jeszcze jednej możliwości. Jedną decyzją, którą podpisał jej przełożony, zablokowała na trzy miesiące jedyne konto bankowe firmy pana Marka. A pan Marek na trzy miesiące stracił dostęp do wszystkich firmowych pieniędzy. Swoich pieniędzy. Po 90 dniach firma ogłosiła upadłość, pięciu pracowników straciło pracę, a do pana Marka zapukał komornik. W tym samym czasie pani Stanisława stwierdziła, że z podatkami pana Marka wszystko jest w porządku. Ale firmy pana Marka już nie było.
Pan Marek nie istnieje, a cała historia to dziś tylko senny koszmar polskiego przedsiębiorcy. Ale – jeśli ostatnie plany Jacka Rostowskiego przybiorą postać ustawy, a koalicja PO-PSL przepchnie ją przez Sejm – marzenie ministra może się ziścić. Wśród 150 propozycji zmian w przepisach podatkowych, jakie przedstawiło ministerstwo finansów, znalazła się i taka, która pozwala Urzędowi Kontroli Skarbowej zablokować konto firmowe na trzy miesiące, jeśli urząd posiada „uprawdopodobnione informacje”, że przedsiębiorca mógł naruszyć określone przepisy podatkowe. Co dokładnie znaczą „uprawdopodobnione informacje”, nie wiadomo. Dla jednego urzędu będzie to gruntowny materiał dowodowy, dla innego – anonimowy donos, napisany przez złośliwego sąsiada albo biznesowego konkurenta. Co istotne, urzędy mają już w tej chwili wystarczające narzędzie. Jeśli urzędnik podejrzewa, że pan Marek ukrył 100 tys. złotych dochodu, i w związku z tym może być winien fiskusowi 19 tys. zł podatku, może „wejść” na konto firmowe i zamrozić te 19 tys. – ale tylko tyle. Gdy nowy pomysł ministra Rostowskiego wejdzie w życie, urząd będzie mógł na trzy miesiące pozbawić Pana Marka dostępu do wszystkich pieniędzy zgromadzonych na koncie, czyli w praktyce pozbawić firmę Pana Marka możliwości działania. Trzy miesiące w zupełności wystarczą, żeby firma zdążyła zbankrutować.
Pomysł blokowania kont, poza tym, że może powodować dramatyczne skutki dla przedsiębiorców i w efekcie dla całej gospodarki, jest też niekonstytucyjny. Konstytucja gwarantuje prawo własności, prawo swobody działalności gospodarczej i prawo do prywatności. Absurdalna propozycja Jacka Rostowskiego wszystkie te prawa istotnie narusza. Powoduje też spore ryzyko strat dla budżetu – zbankrutowani w wyniku bezzasadnego zablokowania konta przedsiębiorcy będą się domagać odszkodowań, które państwo będzie musiało im wypłacić. Argumentów przeciw temu pomysłowi jest tyle, że blokowanie kont bezapelacyjnie wygrywa w konkursie na najbardziej absurdalny i szkodliwy z ostatnich pomysłów ministra finansów. Dlatego dziś złożyłem w tej sprawie interpelację, w której apeluję do ministra Rostowskiego o wycofanie tego projektu. Jeśli apel przejdzie bez echa i projekt trafi do Sejmu, to Ruch Palikota będzie składał do niego poprawki. Jeśli nasze poprawki przepadną i cała ustawa przejdzie w wersji niezmienionej, to zaskarżymy ją do Trybunału Konstytucyjnego. I wygramy, bo ten pomysł to wprowadzanie standardów rodem z Białorusi albo Korei Północnej.