Blisko pół roku temu Donald Tusk wracając ze szczytu w Brukseli z dumą ogłosił, iż w latach 2014-2020 Polska będzie miała do dyspozycji ponad 100 miliardów euro. Radość premiera była zdecydowanie przedwczesna, gdyż dopiero w lipcu Parlament Europejski przyjął rezolucję zatwierdzającą porozumienie w sprawie budżetu. Dziś zadaniem rządu jest opracowanie planu, który pozwoli na efektywne wydatkowanie unijnych pieniędzy.
REKLAMA
Niestety doświadczenia z ostatnich lat pokazują, że urzędnicy nie najlepiej radzili sobie z wykorzystaniem środków z funduszy europejskich. Liczne raporty i opracowania Najwyższej Izby Kontroli pokazywały, iż poziom wykorzystania pieniędzy unijnych w latach 2007-2013 w wielu dziedzinach (np. współpracy transgranicznej) był zdecydowanie zbyt niski. Co więcej osoby starające się o dofinansowanie wartościowych projektów nierzadko zderzały się z biurokratyczną machiną administracji rządowej.
Należy otwarcie przyznać, iż sporo pieniędzy było marnotrawionych lub wydawanych ze znacznym opóźnieniem, te zaś które trafiały do beneficjentów, były dzielone w sposób niesprawiedliwy. Wśród licznych programów operacyjnych w ramach których przydzielano środki unijne, brak było specjalnego programu na inwestycje realizowane przez największe polskie miasta. Tymczasem to właśnie metropolie stanowią centrum aktywności życiowej i zawodowej większości mieszkańców. Według szacunków ekonomistów 80 % światowego PKB generowane jest przez ośrodki miejskie. Jednakże w poprzedniej perspektywie budżetowej rząd za właściwe uznał stworzenie specjalnego programu dla polskiej wsi, na który przeznaczono 13,2 mld euro z unijnej kasy, zapominając natomiast o potrzebach dużych miast i ich mieszkańców. Teoretycznie polskie metropolie, które chciały uzyskać środki na planowane inwestycje mogły starać się o dofinansowanie z programów operacyjnych związanych z infrastrukturą albo z regionalnych programów operacyjnych. W praktyce, zabiegi na rzecz inwestycji miejskich były zazwyczaj skazane na porażkę, a jedyną formą „pomocy”, którą miasta otrzymały od rządu był nakaz opłacenia specjalnego podatku zwanego „Janosikowym”.
W ubiegłym tygodniu zadałem więc z trybuny sejmowej pytanie o to, czy można liczyć na utworzenie w kolejnej perspektywie budżetowej specjalnego programu operacyjnego dla polskich miast. W odpowiedzi wiceminister rozwoju regionalnego stanowczo stwierdził, iż rząd „nie prowadzi absolutnie żadnych prac” w tym zakresie.
Dlatego też zainicjowałem dzisiaj akcję zbierania podpisów pod apelem do Prezesa Rady Ministrów o utworzenie specjalnego Programu Operacyjnego o nazwie „Metropolie”, który dysponowałby budżetem w wysokości 10 miliardów euro. Skoro do rządu nie przemawiają argumenty NIK-u i posłów opozycji, to liczę, że chociaż głos wyborców wpłynie na zmianę stanowiska premiera. Wierzę, że zebranie do końca sierpnia w samym Krakowie 10 tysięcy podpisów zmusi Ministerstwo Rozwoju Regionalnego do tego, by wreszcie zaproponowało sprawiedliwy podział pieniędzy z funduszy europejskich.
