Ostatnio mam wrażenie, że rząd sam już chyba zrozumiał, iż nie posiada żadnych pomysłów na rozwiązanie palących problemów społecznych. Dlatego też zamiast walki z bezrobociem, z marnotrawstwem środków publicznych i z rosnącym długiem publicznym, ministrowie rządu Donalda Tuska wyruszyli na wojnę ze statystyką i semantyką.
REKLAMA
W środowym wywiadzie dla Rzeczpospolitej prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przyznał, iż w kasie ZUS-u brakuje raptem 49 miliardów złotych na wypłatę emerytur. Bankructwo tej instytucji zostało jednak nazwane cechą „systemu redystrybucyjnego”, co w opinii prezesa ZUS-u całkowicie rozwiązuje problem.
Rzeczywiście niedobór środków finansowych na kontach ZUS-u jest niewielką bolączką w porównaniu z rosnącym zadłużeniem państwa polskiego. Po siedmiu miesiącach zaklinania rzeczywistości minister Rostowski w końcu przyznał, iż w budżecie jest gigantyczna dziura, którą można zasypać tylko poprzez drastyczne oszczędności i dalsze zadłużanie się. By odzyskać chociaż pozory równowagi finansowej minister Rostowski odwrócił wzrok od zainstalowanego przez prof. Balcerowicza licznika długu, i zdecydował się podnieść poziom deficytu ponad wszelkie dopuszczalne limity. Rząd jednak obstaje przy stanowisku, iż poziom długu nie przekroczy progów ustawowych, na dowód czego jest gotów okazać ustawę, którą sam pospiesznie specjalnie na tę okazję uchwalił.
Rząd zmienia także metody liczenia wzrostu PKB. Wiadomo bowiem, iż nie jesteśmy już zieloną wyspą na mapie Europy. Wskaźnik wzrostu gospodarczego równy 0,5% jest sygnałem, że nasza gospodarka może niedługo znaleźć się w recesji. By więc na papierze podwyższyć poziom PKB, rząd szacując wartość dochodu narodowego będzie uwzględniał także zyski z szarej strefy, w tym z prostytucji.
Rządzący poszukują również podobnego rozwiązania problemu bezrobocia. W swoich projektach Ministerstwo Pracy zaproponowało, by decyzja o wykreśleniu z rejestru bezrobotnych miała natychmiastową wykonalność. W ten sposób bezrobocie z pewnością ulegnie zmniejszeniu – szkoda, że tylko w rządowych statystykach.
Widać więc, iż obecny rząd osiągnął perfekcję w manipulowaniu danymi. Dziś o zaniechaniach i nadużyciach ze strony rządu przeczytać można głównie w opracowaniach niezależnej instytucji jaką jest Najwyższa Izba Kontroli. Nie tak dawno w jednym z raportów NIK-u ujawniono, iż w ubiegłym roku urzędy przez swoją niegospodarność zmarnotrawiły prawie 19 miliardów złotych. Jednak nawet na krytyczne analizy Najwyższej Izby Kontroli rządzący znaleźli odpowiedź, a byłą nią zmiana prezesa tej instytucji na zaufanego posła PO. Rządzący powinni jednak pamiętać, że kolejną zmianą może być ta dokonana za 2 lata przez wyborców.
