Ciekawa jest przedwczorajsza wymiana ciosów pomiędzy Rzeczpospolitą a GUS-em. Najpierw ukazał się w Rzeczpospolitej tekst Bartosza Marczuka, który zarzuca GUS-owi celowe opóźnienie publikacji danych, dotyczących liczby emigrantów w roku 2012. Zauważa, że od lat liczba ta ukazywała się na stronach GUS-u najpóźniej we wrześniu, a tegoroczny „poślizg” wynika z faktu, że dane są niewygodne dla Platformy. Z powodu zbliżającego się referendum w Warszawie – twierdzi red. Marczuk – Główny Urząd Statystyczny przeciąga sprawę, żeby nie zaszkodzić PO i Hannie Gronkiewicz-Waltz. Następnie GUS – ustami swojego rzecznika – potężnie się oburza, co nie zmienia faktu, że dane natychmiast publikuje. Czyli je miał. I są identyczne, jak te kilka godzin wcześniej podane przez „Rzepę”.
10 milionów bez normalnej pracy
REKLAMA
Teoria red. Marczuka jest jak dla mnie nieco zbyt spiskowa. Ale to fakt, że dane te są dla Platformy dość niewygodne. W roku 2012 emigrantów było 2,13 miliona – o 70 tys. więcej, niż przed rokiem, o 130 tys. więcej, niż przed dwoma laty. I jakoś z emigracji nie wracają, mimo zapomnianych już obietnic Donalda Tuska (zacytuję słowa z wielokrotnie w ostatnich latach przypominanego spotu PO z kampanii 2007: „Polacy będą wracać z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać”…). A jak wynika z Diagnozy Społecznej 2013, ci nieliczni, którzy wracają, robią to, bo muszą, a nie dlatego, że chcą. Wyraźnie rośnie odsetek powrotów z powodu utraty tam pracy (z 23 do 31%), a spada procent powrotów planowych (o 10% w stosunku do roku 2011). Coraz częściej wracają też „na chwilę”, żeby załatwić jakieś sprawy w kraju.
A to nie jedyne niepokojące dane. Warto je zestawić z innymi – choć prowadzi to do jeszcze mniej przyjemnych dla Platformy wniosków. Mamy w tej chwili w Polsce ponad 2 miliony bezrobotnych. To właśnie u nas odsetek ludzi pracujących na „umowach śmieciowych” jest najwyższy w Europie – sięga 27%. Szarą strefę – czyli pracujących „na czarno” – szacuje się na około 20%. Jeśli zsumować te wszystkie dane i dodać do tego emigrantów zarobkowych, daje to około 10 milionów obywateli Polski, którzy nie mają „normalnej” umowy o pracę. Te 10 milionów to grubo ponad połowa wszystkich Polaków aktywnych zawodowo (czyli takich, którzy są w wieku produkcyjnym i chcą pracować). A tendencje są wzrostowe.
Niestety rząd Tuska kompletnie nic w tej sprawie nie robi. Chociaż nie, przepraszam, zwracam honor. Minister Rostowski intensywnie walczy z szeroko pojętą „szarą strefą”. Szuka na wszystkie możliwe sposoby dodatkowych wpływów do budżetu przy założeniu, że wszyscy polscy przedsiębiorcy to złodzieje. Może dzięki temu kilku nieuczciwych dorwie. Co prawda przy okazji rykoszetem dostaną dziesiątki tych uczciwych, którym fiskus nie będzie chciał zwrócić VAT-u, naliczy podatek wstecz, sparaliżuje działalność kontrolami – ale trudno. Być może minister Rostowski, obywatel brytyjski, dobrze zorientowany w warunkach życia w Wielkiej Brytanii, chce, żeby pracowali na Wyspach, bo tam i łatwiej, i lepiej. Jednym słowem, może jednak Polakom dobrze życzy…
