Nie mając złudzeń co do tego, że obecna koalicja odważy się zlikwidować KRUS, zapytałem ostatnio w interpelacji ministra Kalembę, czy w takim razie zamierza przynajmniej zacząć w jakiś sposób kontrolować, czy ubezpieczeni w KRUS-ie mają rzeczywiście do tego uprawnienia. Pismo z ministerstwa nadeszło dość szybko. Co prawda nie zawiera odpowiedzi na moje pytanie, ale za to dostarcza powodów do rozbawienia.
REKLAMA
Najpierw krótkie wprowadzenie do tematu. Opłaca się być w KRUS-ie. Składka rolnika na ubezpieczenie emerytalno-rentowe to 83 zł miesięcznie. Dla porównania ubezpieczony w ZUS-ie płaci 180 zł zarabiając „najniższą krajową”, 423 zł przy „średniej krajowej”, a przedsiębiorcy przelewają co miesiąc na konto ZUS-u co najmniej 613 zł. Efekt jest taki, że KRUS finansuje się z tak niskich składek tylko w 8%, a pozostałe 92% – około 15 miliardów złotych rocznie – dorzucamy my wszyscy, m.in. w naszych ZUS-owskich składkach.
Łatwo być w KRUS-ie. Uprawnienie do takiego ubezpieczenia określa się na podstawie domniemania, że ktoś, kto ma albo dzierżawi użytki rolne, prowadzi na nich działalność rolniczą – co zresztą potwierdził w odpowiedzi minister Nalewajk. Wystarczy więc kupić albo wydzierżawić trochę ziemi. Inwestycja zwróci się szybko.
Łatwo być w KRUS-ie. Uprawnienie do takiego ubezpieczenia określa się na podstawie domniemania, że ktoś, kto ma albo dzierżawi użytki rolne, prowadzi na nich działalność rolniczą – co zresztą potwierdził w odpowiedzi minister Nalewajk. Wystarczy więc kupić albo wydzierżawić trochę ziemi. Inwestycja zwróci się szybko.
KRUS nie sprawdza, czy domniemani rolnicy są rzeczywiście rolnikami. Zwrócił na to uwagę NIK – „sprawdzanie (…) następowało w nielicznych przypadkach, głównie podczas wizytacji gospodarstw prowadzonych przy dochodzeniu zaległości w uiszczeniu składek”. Co ciekawe, to samo napisał w odpowiedzi minister, twierdząc, że „w ostateczności KRUS posiada uprawnienie do kontroli na miejscu, choć z tej ewentualności korzysta się sporadycznie”. Nalewajk pisze też, że KRUS może w przypadku wątpliwości sprawdzić ubezpieczonego w innych urzędach, ale nie pisze, czy to robi i jak często.
Jednak główna część odpowiedzi poświęcona jest uzasadnieniu słuszności obecnych zasad i praktyk. Argumenty pan minister podaje dwa, trudno stwierdzić, który zabawniejszy.
Argument pierwszy – ZUS i KRUS to całkiem co innego, nie można porównywać dwóch różnych systemów. Pytam więc ministra, na czym polega porównywanie? Moim zdaniem, tak mnie przynajmniej uczono, istotą porównywania jest wskazywanie różnic. Dlatego porównywanie dwóch identycznych systemów sensu nie ma, bo niczym się nie różnią. Ale najwyraźniej ministerstwo rolnictwa stosuje odmienny, nieznany mi (choć z logiki mam doktorat) system logiczny.
Argument drugi – doniosła rola rolnictwa. Równie doniosłe źródło – minister powołuje się w przypisie na periodyk „Przegląd Prawa Rolnego”, a dokładnie na nr 2 z roku 2010. Wywód (zaznaczam: nie kursywą, i nie w cudzysłowie) dotyczy „pozaprodukcyjnych wartości rolnictwa”, które powinny „wzmacniać uzasadnienie i społeczną akceptację dla polityki ochrony i wsparcia rolnictwa”. I, co warto dodać, wywód ten jest niemalże słowo w słowo skopiowany z rzeczonego periodyku. W ten sposób, plagiatując przy okazji „Przegląd…”, minister uzasadnia przy okazji uporczywe utrzymywanie status quo KRUS-u.
Żeby było ciekawiej, sam też zakończę cytatem z „Przeglądu Prawa Rolnego” – z tego samego artykułu, z którego skorzystał minister Nalewajk. Bo to trafna uwaga: „Należy zatem stwierdzić, że również samo rolnictwo „wymusza” szczególne traktowanie w ramach polityki gospodarczej, co niekiedy może być efektem wcześniejszego działania czynnika politycznego.” (Przegląd Prawa Rolnego, Nr 2(7) – 2010, str. 14).
