Nie było chyba takiego podsumowującego dotychczasowe osiągnięcia koalicji wystąpienia Premiera, w którym nie wspomniałby, jak znakomicie wykorzystaliśmy dotychczas otrzymane unijne euro. Nie było też chyba w ostatnim czasie takiego wystąpienia programowego Donalda Tuska, w którym nie chwaliłby się wynegocjowanymi przez niego środkami unijnymi. Łatwo więc się domyślić, że to właśnie na wykorzystywaniu pieniędzy unijnych Tusk się skupi przez ostatnie dwa lata rządzenia. Potwierdza to zresztą wzmocnienie pozycji minister Bieńkowskiej – połączenie dwóch ważnych resortów i awans na wicepremiera.
REKLAMA
Wniosek z tych ostatnich faktów płynie taki, że Premier Donald Tusk środki unijne w nowej perspektywie zamierza wydawać w taki sam sposób jak dotąd, bo dotąd wydawane były optymalnie. Czy rzeczywiście?
Po co Unia daje państwom członkowskim euro? Po to, żeby wyrównywać poziom życia w przynależących do niej krajach. Składają się nań rożne czynniki: funkcjonowanie administracji publicznej, poziom edukacji, stan infrastruktury, skala ubóstwa. W oparciu o te czynniki skonstruowano cele, które zostały zapisane w roku 2007, na początku poprzedniej perspektywy unijnej, w „Narodowej Strategii Spójności”. Co więcej, cele te zostały podzielone na zadania szczegółowe, a rząd precyzyjnie, liczbowo określił punkt dojścia. Warto więc porównać te plany z obiektywnymi danymi, publikowanymi przez GUS i Bank Światowy.
Jak udało się poprawić funkcjonowanie instytucji publicznych? Jeden ze szczegółowych planów w ramach tego celu zakładał skrócenie średniego czasu sądowego dochodzenia należności w Polsce do 200 dni w bieżącym roku. Biorąc pod uwagę funkcjonowanie polskiego sądownictwa, plan bardzo ambitny. Jak się okazało – zbyt ambitny. Według danych Banku Światowego było to w 2012 roku średnio 685 dni. Nawet cud nie sprawi, że w tym roku ten czas skróci się o ponad 2/3.
Jak z infrastrukturą? To właśnie tymi inwestycjami rząd się najbardziej chwali. To dzięki temu, że Polska była i jest „w budowie”, w miarę suchą stopą przeszliśmy przez kryzys. Ale jak ma się wykonanie do planów? W roku 2007 planowano, że po pięciu latach będziemy mieli 1754 km autostrad i 2555 km „ekspresówek”. Ile mamy? Wg danych na 3 listopada br. to 1426 km autostrad (80% planu) i 1243 dróg ekspresowych (zaledwie 48%!). W efekcie nie osiągnięto też planowanego obniżenia wskaźnika wypadków – obecnie wynosi on 8,5% zamiast planowanych 7,4%. Tutaj warto też wspomnieć o innym efekcie ubocznym „Polski w budowie” – lawinowych bankructwach polskich firm budowlanych, które były skutkiem budowy polskich dróg w oparciu o złe Prawo zamówień publicznych.
Kolejny cel – poprawa jakości kształcenia i w efekcie zmniejszenie bezrobocia wśród ludzi młodych. Tu osiągnęliśmy jeden niewątpliwy sukces: mamy nadwykonanie, jeśli chodzi o liczbę osób z wyższym wykształceniem. Planowane na rok 2013 17% osiągnęliśmy niemal natychmiast, bo w roku 2009 było to już blisko 21%. Niestety, ten wzrost nie przełożył się na zmniejszenie bezrobocia wśród ludzi młodych. Odsetek bezrobotnych w grupie 15-24 lata miał wynieść w tym roku dzięki środkom unijnym 20%, ale w roku 2012 było to grubo ponad 26% (a pamiętajmy, że w ostatnich latach za pracą wyjechało z kraju ponad 2 miliony ludzi, których statystyki nie uwzględniają!). Przyczyna leży w tym, że nasza edukacja wciąż nie jest dostosowana do potrzeb rynku – nie udało się zwiększyć liczby absolwentów kierunków ścisłych do 22% (pozostała na wyjściowym poziomie 19%), spadła też, zamiast rosnąć, liczba ludzi z wykształceniem średnim (planowano 65%, a w 2011 było to 62%). Wygląda więc na to, że w Polsce uzyskać dyplom uczelni wyższej jest rzeczywiście łatwiej, ale jednocześnie te uczelnie produkują bezrobotnych magistrów, a kształcenie w szkołach zawodowych i technikach „leży”.
Innym celem wydatkowania unijnych euro miało być zmniejszenie wskaźnika osób zagrożonych ubóstwem. Zgodnie z rządowymi planami w docelowym roku 2013 najwyżej co siódma osoba w Polsce miała być zagrożona ubóstwem – czyli nie więcej niż 14%. Zgodnie z rządowymi założeniami w ciągu 5 lat wskaźnik ten miał spaść o ponad 3 punkty procentowe – w 2007, w punkcie wyjścia, problem dotyczył 17,3% Polaków. Niestety w tym przypadku nie tylko nie odnotowaliśmy spadku, ale wzrost. Według danych GUS za rok 2011 bieda i wykluczenie społeczne dotykają już 17,6% Polaków.
Na koniec nie będzie żadnej rozbudowanej pointy. Zamiast tego tylko krótkie pytanie: czy aby na pewno tę górę środków unijnych, które Dostaniemy w latach 2014-2020, powinniśmy wydawać dokładnie tak samo, jak poprzednie?
