Sądząc po kolejnych artykułach, polskie media wyraźnie zawiedzione, że wokoło GSV nie uda się zrobić takiej samej zadymy jak dookoła Naszej Klasy i Facebooka. Punkt dla społeczeństwa w walce z postępującym ogłupieniem.

REKLAMA
Struktura szokującego newsa zawsze jest taka sama - komuś zwykłemu dzieje się krzywda, bo jakiś wielki byt zaniedbał swoje obowiązki. I do diabła z tym, że ów zwykły biedak mógł nie wrzucać na Facebooka, Naszą Klasę, Blipa etc. swoich zdjęć z twarzą w biuście sekretarki szefa, przez co stracił pracę i musiał się rozwieść z żoną.
Ton również powtarza się z męczącą regularnością. Głęboki zawód i zdziwienie, że serwis internetowy nie przewidział kalectwa umysłowego swojego użytkownika.
Napisałem takich materiałów w życiu co najmniej kilkadziesiąt i choć standardowa mieszanka seksu i przemocy sprzedawała się lepiej, to naprawdę nie był zły schemat, aby przyciągnąć kilka kliknięć.
Szczęśliwie, fakt że GSV zostało w Polsce zignorowane przez samych “pokrzywdzonych” i tylko twórcy newsów są zawiedzeni, dowodzi, że po cyrku dookoła Naszej Klasy i Facebooka, czytelnicy są znudzeni, bądź poszli po rozum do głowy i uznali, że nie wyrzuca się użytecznego narzędzia tylko dlatego, że w rękach głupka potrafi być niebezpieczne.
A Google Street View zdecydowanie potrafi być zbawieniem, gdy na przykład szykujemy się na zwiedzanie obcego miasta i nie chcemy biegać ze smartfonem w ręku gapiąc się na... Google Maps.
A że może złapać nas w niewygodnym momencie? Cóż, samochody Google po ulicach jeżdżą za dnia, więc w wieczornego spaceru z knajpy do domu nie złapią, a jeśli wspomniany wcześniej głupek postanowi wyjść z knajpy chwiejnym krokiem w południe, to zasłużył na konsekwencje.
Niestety, Google Street View zamazuje twarze.