fot. Rafał Wielgus

Michał Ligocki z nostalgią wspomina swoje początku na polu golfowym. Znany pasjonat golfa podzielił się z nami wrażeniami związanymi z jedną ze swoich ulubionych dyscyplin. Bynajmniej, nie chodzi o snowboard…

REKLAMA
Jak przebiegała Twoja pierwsza w życiu wizyta na polu golfowym? Jak do niej doszło i jakie wówczas towarzyszyły Ci emocje?
Pierwsze kije dostałem od znajomego z Australii – Leszka Kunca. Leżały w piwnicy przez ponad rok, zanim zdecydowałem się spróbować nimi „pomachać”. Pojęcie o golfie miałem bardzo stereotypowe. Pewnego dnia jednak wystroiłem się z kumplem „na bogato”, wziąłem dobre auto od mojej mamy i ruszyliśmy na pole golfowe Ropice w okolicach czeskiego Cieszyna. W sumie, widzę te pole z balkonu swego domu w Cieszynie. Pamiętam, że bardzo stresowaliśmy się, żeby nas za złe zachowanie nie „wykopali”. Na szczęście, nic takiego nie miało miejsca, parę razy dobrze udało się trafić w piłkę, dodatkowo jakieś fajne dziewczyny się nami zainteresowały i to chyba wystarczyło, aby golf zacząć uprawiać coraz częściej (śmiech).
Co najbardziej Cię wówczas zaskoczyło? Czy szybko zaadoptowałeś się do warunków panujących na polu, przestrzegania etykiety, sposobu gry?
W golfie jest etykieta dobrego zachowania czy określony strój, w jakim się gra. Są one zupełnie inne niż w snowboardzie. Mimo to nie miałem żadnych problemów, aby te zasady zaakceptować, nawet mi się one podobają. Pozytywnie zaskoczyło mnie, że mimo iż w golfa w większości grają ludzie z klasą, często poważni biznesmeni, to zazwyczaj są oni wyluzowani, z dużym poczuciem humoru i bardzo przyjacielscy.
Kto był Twoim pierwszym przewodnikiem po polu golfowym?
Zdecydowanie mój tata. To w sumie on przywiózł te kije z Australii. Ojciec znał jakieś podstawy gry plus część zasad i etykietę. Wystarczyło na początek. Bardzo dobrze też pamiętam jego dwie „złote zasady” dotyczące golfa, a brzmią one tak: „W golfa się nie oszukuje i …nie gra w jeansach” – zawsze je stosuję.
Golf i snowboard na pierwszy rzut oka mają ze sobą niewiele wspólnego. Czy dostrzegasz elementy spójne dla tych dyscyplin?
Jak na desce mam skoczyć ponad 25 metrów lub z 10-metrowej skały albo zjechać pionowym żlebem, to ekscytacja jest bardzo wysoka. Równie duża, lecz o trochę innym charakterze, jest ekscytacja przy każdym uderzeniu na polu. Z innych wspólnych rzeczy to poprawnie wykonane uderzenie golfowe daje mi równie dużo satysfakcji, co dobrze wykonany trik snowboardowy. Do tego obcowanie z naturą – być w górach, chodzić po nich, zjeżdżać w głębokim śniegu, spędzać czas z przyjaciółmi, nie mieć zasięgu... dla mnie to jest coś pięknego. Takie samo piękno odnajduję latem na polach golfowych.
Jak długo trwał Twój proces aklimatyzacji na polu golfowym? Kiedy zdałeś sobie sprawę, że golf to idealny sposób na spędzanie wolnego czasu?
Początek mojej przygody z golfem to 2008 rok. Jednak dopiero w 2014 r., po igrzyskach w Soczi, wymieniłem jedną z moich desek snowboardowych na zestaw kijów. Zacząłem grać więcej i bardziej się do tego przykładać. Dostałem kilka lekcji od Arka Rutkowskiego czy Roberta Woźniaka, wykupiłem kartę HCP. Zacząłem grać w turniejach. Czasami wygrywać. Ja w sumie przez całe moje życie biorę udział w zawodach na całym świecie i fajnie, że teraz mam podobną możliwość robić to również latem. Bardzo to lubię. Moje wymarzone wakacje to rano snowboard, popołudniu golf, a wieczorem surfing przy zachodzie słońca. Jest kilka miejsc na ziemi gdzie taki „triathlon” można zrobić, a moja narzeczona również coraz bardziej przekonuje się do tych dyscyplin.

Czy umiejętności, które nabyłeś poprzez grę w golfa, przydają Ci się w codziennym życiu?
W golfie trzeba grać do samego końca i przez całą grę nie odpuszczać, do tego jeszcze dochodzi pełna koncentracja i kontrolowanie emocji. Uważam to za ważne elementy naszego życia codziennego. Gra w golfa ma jeszcze to do siebie, że jest bardzo czasochłonna, mi natomiast pomaga to w odpowiednim dysponowaniu czasem oraz organizacji. Często robię rzeczy z kilkukrotnie większą wydajnością, np. wstaję o 5 rano, aby jednego dnia zagrać rundę na polu golfowym, a później ogarniać swoje codzienne tematy.
Wiele wskazuje na to, że Twoim kolejnym golfowym wyzwaniem będzie udział w turnieju Deutsche Bank Polish Masters. Co sądzisz o tym nowym cyklu dla amatorów?
Zdecydowanie, jest to turniej dla ludzi z pasją. Poszczególne zawody są rozgrywane na najbardziej prestiżowych polach golfowych w Polsce, co sprawia, że rywalizacja toczy się
właściwie przez całe lato. Ja już szlifuję formę na turniej w Rajszewie. W ubiegłym roku, wziąłem udział w turnieju Pro-Am w ramach Deutsche Bank Polish Masters, który stanowił wówczas finał zawodowej ligi Pro Golf Tour. Byłem w zespole m.in. z Tomaszem Iwanem i niestety przegraliśmy z drużyną Mariusza Czerkawskiego. Zadra w sercu pozostała. Teraz, będziemy chcieli się zrewanżować i udowodnić Mariuszowi, że zwycięstwo sprzed roku było dziełem przypadku (śmiech).