Skandal, wstyd, oszustwo – tak w skrócie można podsumować ruchy transferowe warszawskiej Legii. Mój ulubiony trener Jacek „jestem w Grecji Bogiem” Gmoch uwielbia powtarzać, że piłka nożna jest jak wojna. W tym kontekście sprzedaż 3 zawodników pierwszej jedenastki, w przeddzień decydujących bitew tegorocznej kampanii można nazwać tylko jednym słowem – sabotaż.
REKLAMA
W prawdopodobnie najważniejszym dla Legii od kilkunastu lat momencie, zamiast wielkiej ofensywy transferowej mamy skomasowany odwrót. Albo ewakuację Dunkierki. Skandal.
Dlaczego oszustwo? Włodarze Legii tak lubią powoływać się na zasadę iż „klub powinien działać jak dobrze prosperująca firma?”. Ostatnie ruchy transferowe kompromitują wszystkie wypowiedzi klubowej wierchuszki o „długofalowych planach” i „biznesowym zarządzaniu”. Nie wspominając o obietnicach wielkich transferów, które klub przeprowadzi, gdy tylko uda się wybudować stadion.
Kibic Legii, musi czuć się jak widz który kupił bilet na film z Tomem Cruisem w 3d, ale w połowie seansu okazało się, że kasa się skończyła, więc 3d nie będzie. Poza tym Cruise szybko ginie, a widzowi pozostaje tylko nieświeży Nachos.
A wstyd? Wstyd to dopiero będzie. W maju.
Pozdrawiam,
Tomek Cirmirakis
Tomek Cirmirakis
Bo tutaj jest jak jest. Po prostu
Tomaszu, chociaż jako kibic przyjąłbym większość Twoich argumentów, to riposta na większość zarzutów jest prosta i krótka – biznes. Niestety, choć wiem, że to truizm, polska liga dopiero aspiruje do grona europejskich średniaków i jeszcze przez wiele lat nasze kluby będą musiały sprzedawać wiodących zawodników. Nie wytrzymujemy finansowej konkurencji z klubami z Zachodu i Wschodu.
Przyznaję jednak rację, że zimowe transfery zostały przeprowadzone chyba najgorzej jak mogły. Jeśli wiemy, że musimy sprzedać kilku piłkarzy z pierwszego składu, to trzeba od razu postarać się o następców. Tymczasem mam wrażenie, że na widok zagranicznych skautów szefowie Legii wydają swoim podwładnym polecenia w stylu Bogdana Łazuki z filmu „Chłopaki nie płaczą”.
Przywiozą szmal – trzeba im dogodzić i opchnąć towar. Cytując klasyka: „Kasa, Misiu, kasa!”.
Trzeba tylko mieć nadzieję, że Legia stanie się środkowoeuropejskim odpowiednikiem FC Porto, które od kilku lat co okienko traci kilku wiodących piłkarzy, a i tak ciągle gra o ambitne cele. Różnica jest taka, że tamci biorą za swoich gwiazdorów po dziesięć razy więcej... i wcześniej, albo w najgorszym razie szybko później mają następców. Cóż, daleka droga...
Na marginesie, kto Ci powiedział, że Nachos będzie nieświeży ;)?
Ukłony
Michał Polakowski
Michał Polakowski
