
Gdańsk. Wrocław. Warszawa. Trzy nowe stadiony i trzy egzaminy podczas meczów kadry – wszystkie oblane. W indeksie z nazwiskiem „polscy kibice” po trzech próbach generalnych widnieją same dwóje. Poprawka w czerwcu.
REKLAMA
Dariusz Szpakowski mówi podczas transmisji o „żywiołowym dopingu”. Jerzy Engel wtóruje w studiu: „atmosferka wróciła!”. Nawet Tomasz Lis, którego nie podejrzewamy o brak kibicowskiego temperamentu, pisze ze stadionu: „doping wspaniały”. Panowie, naprawdę?
W TV wyglądało to inaczej. Momenty zawstydzającej wizerunek najbardziej żywiołowych kibiców ciszy przerywały nieśmiałe i krótkie „my chcemy gola”. Dla pewności, że z naszym słuchem ( i wzrokiem) wszystko OK, zapytaliśmy o wrażenia naszego wysłannika, Adama Stokowca, można rzec – stadionowego obieżyświata. Adam miesiąc temu był w Turynie, tydzień temu wrócił ze szlagieru AC Milan – Juventus na San Siro. W czwartek wybrał się na inaugurację warszawskiego „Naro”. Spytany po meczu o ocenę atmosfery w skali 1-6, odpowiedział po namyśle – 2. Nie mamy więcej pytań.
A właściwie mamy: dlaczego PZPN utrudnia kupno biletu na mecz kibicom, którzy nie zgodzili się zapłacić 30-kilku złotych za wstęp do niesławnego Klubu Kibica? Dlaczego PZPN i niektóre kluby prowadzą wymianę kibiców, pozbywając się tych bardziej fanatycznych? Czemu są w tym wspierane przez niektóre media, z Gazetą Wyborczą na czele? W końcu najważniejsze – jak będzie wyglądał doping dla naszej reprezentacji podczas Euro? Bo zanosi się na to, że w ogóle nie będzie wyglądał.
Kiedyś podczas meczów kadry doping organizowali kibice klubowi. Mecz w Warszawie – atmosferę nakręcają legioniści. W Poznaniu – lechici. W Łodzi – widzewiacy. I tak dalej. A mundial w Niemczech? Polscy fani różnych klubów nie zrobili sobie nawzajem krzywdy, zrobili za to wielkie wrażenie na wszystkich obserwatorach. Teraz jednak ktoś w PZPN-ie uznał, że „kibole” nie pasują do „salonów”. W myśl pradawnej zasady:
W niedawnym wywiadzie dla „Newsweeka” Muniek Staszczyk, podkreślając jednocześnie swój sprzeciw wobec przemocy i rasizmu, powiedział o tzw. „kibolach”: „To nie są styliści mody, ale to też nie tłuszcza. Oni mają swoje emocje i ich miejsce jest na stadionie. (...) Piłka nożna nigdy nie była łagodna, zawsze miała ulicznego ducha. Fajnie, jak na mecz przychodzą całe rodziny, ale z piłki nie można wykluczyć ducha kibolskiego. Jest niezbędny”. Podpisujemy się pod każdym słowem.
Polityka wobec samych kibiców to bardzo ważna, ale nie jedyna przyczyna. Z reprezentacją Polski po prostu coraz trudniej się utożsamiać. Nie jesteśmy aż tak radykalni, by – za Janem Tomaszewskim – nazywać Damiena Perquisa i spółkę „piłkarskimi śmieciami”, ale mimo wszystko inaczej kibicowało się drużynie złożonej z chłopaków „stąd”. A tak? Boenisch, Perquis, Polanski, Obraniak...
Nie tak dawno duża część Polaków śmiała się z Niemców – ale mają kadrę! Sami Turcy i Polacy. Różnica jest jednak taka, że Oezil, Khedira, Klose czy Podolski wychowali się nad Renem. Nikt nie importował ich jako gotowych produktów, a dla nich gra w niemieckich barwach nie była planem B.
Mimo wszystko pozostaje mieć nadzieję, że w czerwcu, uda nam się nie tylko zorganizować wspaniałą imprezę, ale też wspólnie ponieść biało-czerwonych do zwycięstw. Patrząc na ich ostatnie występy – na pewno będą nas potrzebować... Ale trzeba dać z siebie więcej.
PS. Mamy też propozycję. Wiele rzeczy kojarzy się z mundialem w Argentynie, ale – przynajmniej nam – chyba najbardziej słynne konfetti. Espana’ 82 dała stadionom całego świata popularne „Ole!”, a mistrzostwa w ’86 to oczywiście meksykańska fala. Wymyślmy coś równie pamiętnego, zwariowanego, pozytywnego. Coś dzięki czemu trybuny Euro 2012 będą zapamiętane. Z góry uprzedzamy, coś takiego odpada:
Nasza propozycja – przeszczepione na angielski grunt „Let’s do the Poznan”.
Wyobraźcie sobie – „Let’s do the Poland”. Brzmi nie najgorzej :)
Pozdrawiamy,
Tomasz Cirmirakis
Michał Polakowski
Tomasz Cirmirakis
Michał Polakowski
