Greenpeace/Karol Grygoruk

Dziś minister środowiska Maciej Grabowski spotka się w Watykanie z papieżem Franciszkiem. To spotkanie bez precedensu. Nie bez przyczyny odbywa się dwa dni przed posiedzeniem unijnej Rady ds. Środowiska, na którym ma zostać przyjęte stanowisko Unii Europejskiej na paryski Szczyt Klimatyczny ONZ.

REKLAMA
Wizyta polskiej delegacji z Ministerstwa Środowiska to odpowiedź na zaproszenie, jakie papież Franciszek wystosował do ministrów środowiska krajów członkowskich Unii Europejskiej. Nie wszyscy je przyjęli, ale wśród tych, którzy pojechali do Watykanu, znalazł się minister środowiska Maciej Grabowski. To jego resort jest odpowiedzialny za współtworzenie unijnej polityki klimatycznej, a co za tym idzie, wypracowanie wspólnego stanowiska Unii Europejskiej na grudniowy 21. Szczyt Klimatyczny ONZ, który odbędzie się w Paryżu (COP21). O tyle ważny, że porozumienie na nim zawarte ma zastąpić wygasający protokół z Kioto, który jak dotąd jest jedynym globalnym porozumieniem na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych.
Zaproszenie od papieża Franciszka wywołało niemałe poruszenie, choć jest naturalną konsekwencją wcześniejszych apeli do światowych liderów i wszystkich ludzi dobrej woli o to, by wspólnie podjąć działania na rzecz ochrony życia na naszej planecie. W swojej pierwszej encyklice Laudato si, wydanej w czerwcu tego roku, papież zwraca uwagę na poważne wyzwanie, jakim jest przeciwdziałanie najbardziej katastrofalnym skutkom zmian klimatycznych, a także apeluje o działania na rzecz redukcji emisji gazów cieplarnianych. To mocny głos, który wspiera naukowców i międzynarodową społeczność, wzywających do przyjęcia ambitnego porozumienia klimatycznego.
Kilka kwestii dotyczących wspólnego stanowiska Unii na Szczyt Klimatyczny ONZ pozostaje wciąż otwartych przed piątkową Radą. Nie wiadomo dokładnie, jak bardzo ambitne (lub mało ambitne) będzie zobowiązanie Wspólnoty ani jak precyzyjne będą zapisy dotyczące celu długoterminowego – do 2050 roku. Ze źródeł zbliżonych do Komisji Europejskiej wiemy, że polskiemu rządowi nie zależy na tym, aby na COP21 wypracowano unijne stanowisko wysokich lotów. Taka postawa polskiej delegacji jest co najmniej zaskakująca. Brak ambitnego porozumienia klimatycznego wpłynie bowiem na to, że obecny kryzys klimatyczny wraz ze wszystkimi klęskami żywiołowymi będącymi jego konsekwencją, będzie się jedynie pogłębiał.
Przy okazji chcę pogratulować beztroski i optymizmu wszystkim tym, którzy uważają, że fiasko negocjacji klimatycznych będzie korzystne dla polskiej gospodarki. Preludium do tego, co może nas czekać w przyszłości, mieliśmy już w sierpniu. Upalne lato i susza, w połączeniu z wieloletnimi zaniedbaniami w sektorze elektroenergetycznym, zaskutkowały przerwami w dostawie energii. Około 1,5 tysiąca przedsiębiorców musiało ograniczyć zużycie prądu, a w konsekwencji także produkcję. Rozmiar strat w gospodarce spowodowany 20. stopniem zasilania nie jest jeszcze znany, ale już dziś wiadomo, że straty są. I nie zapowiada się, by w przyszłości było lepiej. Chyba że serio potraktujemy wezwania naukowców, ekonomistów i wreszcie papieża Franciszka do tego, by redukować emisje gazów cieplarnianych i inwestować w odnawialne źródła energii (OZE).
Mam głęboką nadzieję, że po wizycie w Watykanie polska delegacja pójdzie po rozum do głowy i będzie zabiegać o ambitne cele nowego porozumienia klimatycznego, mając na względzie zarówno troskę o wspólny dom, jakim jest nasza planeta, jak i przyszłość polskiej gospodarki, która może dostać solidny impuls do rozwoju, jeśli zaczniemy rozwijać produkcję energii ze źródeł odnawialnych i wytwarzać urządzenia do pozyskiwania tej energii potrzebne. Zdaniem Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji połączenie ekonomicznych potencjałów OZE i sektora technologii informacyjno-komunikacyjnych (ICT) pozwoliłoby na stworzenie w Polsce 120 tys. miejsc pracy w nowej energetyce i 60 tys. w branży ICT w ciągu dekady.