By rozwiązać lokalne problemy związane z niszczeniem przyrody wcale nie potrzeba angażować organizacji pozarządowych. Wiele z tych spraw to kompetencja Państwa. Trzeba tylko ruszyć się z fotela, wziąć sprawy w swoje ręce i zmusić decydentów oraz urzędników do wykonywania swojej pracy.
REKLAMA
Często zadaje się nam pytania czemu nie zajmiemy się… i tu pada cała gama pomysłów, od interwencji u sąsiada wylewającego szambo na pole, poprzez sprzątanie lasów, zamykanie trujących zakładów, wycinkę drzew (np. ostatnio w Parku Krasińskich w Warszawie), demontaż niepotrzebnych ekranów akustycznych, aż do naprawdę wielkich spraw jak np. zanieczyszczenie morza. Odpowiedzi jest kilka.
Po pierwsze Greenpeace to nie pogotowie ekologiczne – zajmujemy się kilkoma konkretnymi problemami w skali świata i poszczególnych krajów – w Polsce jest to temat energii i zmian klimatu, GMO, Puszczy Białowieskiej oraz ochrony mórz przed tzw. przełowieniem (współczesne floty wyławiają o wiele więcej ryb niż morza są w stanie dostarczyć).
Po drugie – nawet gdybyśmy chcieli nie jesteśmy w stanie interweniować wszędzie gdzie dzieje się coś złego w kontekście ekologii. Przypadków ludzkiej bezmyślności, korporacyjnej pazerności czy politycznej ignorancji jest po prostu zbyt wiele, a nas jest zbyt mało. Zresztą Greenpeace jest organizacją globalną i nasze działania zmierzają do wprowadzenia rozwiązań systemowych, a nie ratowania każdego „kwiatka czy żabki”, że użyję ulubionego bluzgu naszych przeciwników i internetowych trolli.
Po trzecie - żeby sprawić aby na podwórku pojawiły się pojemniki do segregacji śmieci, aby powstrzymać wycinkę drzew w parku czy powalczyć o usunięcie śmieci z lasu nie potrzeba Greenpeace. Jeśli to kogoś wkurza to polecam wziąć sprawy w swoje ręce. Zamiast oglądać kolejny odcinek telenoweli można przecież zadzwonić do administracji i zapytać czemu nie ma pojemników, pocisnąć trochę gminnych urzędników ws. wycinki drzew, można zadzwonić do straży miejskiej gdy sąsiad pali w piecu plastikiem i toksyczna chmura unosi się i nad naszym domem, można pogrzebać w internecie i poszukać rozwiązań. Osobiście namawiam do poinformowania dziennikarzy w regionie. Bardzo często chcą i mogą oni nagłośnić problem, a gdy już będzie obecny w mediach łatwiej go będzie rozwiązać. Tak robią tzw. świadomi obywatele. By stać się jednym z nich wcale nie trzeba wstępować do Greenpeace.
Naprawdę namawiam do działania. I nasza organizacja tak powstała, kiedy to na początku lat ’70 grupa amerykańskich hipisów, którzy uciekli do Kanady przed zaciągiem na wojnę w Wietnamie postanowiła powstrzymać amerykańskie próby nuklearne u wybrzeży Alaski. Z pewnością było to o wiele cięższe zadanie niż telefon do straży miejskiej czy gminy, a jednak się udało. Owi panowie wynajęli łódź i popłynęli na planowane miejsce testu, blokując eksplozję samą swoją obecnością. Jako, że wielu z nich było dziennikarzami nagłośnili sprawę i wieść o ich wyczynie obiegła świat. Nawet amerykański rząd w takiej sytuacji nie odważył się zdetonować ładunku. Jak mawiał jeden z idoli mojego dzieciństwa – Zrób To Sam ;-) To działa.
Przykład z naszego podwórka – od 2 lat mam przyjemność współpracować z dwoma przemiłymi dziewczynami, które pewnego dnia wściekły się na fakt, że ostatnie chroniące nas przed GMO zapisy w ustawie o nasiennictwie mają zostać zniesione, a że było to akurat przed tym jak prezydent miał podpisać tę zmienioną ustawę, skontaktowały się z organizacjami pozarządowymi i pomogły zorganizować w Warszawie marsz, w którym wzięli udział rolnicy, świadomi konsumenci, pszczelarze, ekolodzy, stowarzyszenia katolickie, anarchiści oraz masę innych środowisk sprzeciwiających się GMO. Było mi naprawdę miło, po raz pierwszy w życiu (oby nie ostatni) zobaczyć starsze panie z charakterystycznym, moherowym okryciem głowy maszerujące ręka w rękę i krok w krok z chłopcami i dziewczętami o finezyjnie postawionych irokezach. Widok naprawdę bezcenny. Prezydent ustawę zawetował a dwa lata później, w styczniu tego roku weszła ona w życie wzbogacona o rozporządzenia zakazujące upraw GMO w Polsce.
Wielu tych, którym nie chce się kiwnąć palcem w celu rozwiązania swoich lokalnych problemów ma do nas również żal, że nie załatwiamy tych spraw za nich, to znaczy nie jesteśmy potrzebni ani pożyteczni. Obserwuję powszechne wśród Polaków myślenie, że pożyteczne są te organizacje, które nas wyręczają lub wyręczają Państwo z wypełniania przynależnych mu obowiązków. Myśląc w ten sposób wiele stowarzyszeń i fundacji, które takich funkcji nie pełnią, tj. nie pomagając chorym dzieciom, nie zbierają śmieci itd., są organizacjami mało pożytecznymi lub po prostu zbędnymi. Wiele z tych lokalnych problemów to wynik szwankującej relacji obywatel – Państwo. To właśnie to drugie ma konstytucyjny obowiązek pomagania swoim obywatelom. Niestety politycy często o tym zapominają. Przypominanie im o tym i pilnowanie by wypełniali swoje konstytucyjne obowiązki jest właśnie rolą organizacji pozarządowych, takich jak Greenpeace. Niestety ta ich rola ciągle nie jest powszechnie zrozumiała. Od lat cała Polska zachwyca się, wspaniałą skądinąd działalnością Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ja też co roku kupuję serduszko. Niemniej wolałbym żyć w kraju, w którym takie akcje nie będą potrzebne bo Państwo będzie robić co do niego należy. W tym wypadku zorganizuje sprawnie działający system ochrony zdrowia. Chciałbym żyć w świecie, w którym nie będzie potrzebny nawet Greenpeace, bo Państwo będzie dbało o ochronę środowiska, tak jak nakazuje to prawo. Póki co Greenpeace istnieć musi bo rządzący nie tylko nie realizują swoich zadań ale wręcz czasem łamią prawo. Czy bycie strażnikiem interesów przyszłych pokoleń, którym chcemy przekazać ziemię w stanie przynajmniej takim, w jakim ją zastaliśmy jest działalnością mało pożyteczną? Według mnie jest dokładnie odwrotnie.
I wcale nie jest tak, że Greenpeace nie pomaga ludziom. Jeśli naprawdę chcecie coś zrobić by dokonała się wokół was zmiana na lepsze, zawsze można do nas zadzwonić, napisać. Podzielimy się naszą wiedzą, skierujemy do odpowiednich instytucji, które powinny przyjmować zgłoszenia o nielegalnych wysypiskach, ściekach wpuszczanych do rzek czy wycince drzew na skwerku pod waszym blokiem. Jednak działać musicie wy – w myśl zasady „chcesz zmieniać świat – zacznij od swojego otoczenia”.
Jacek Winiarski
