Greenpeace i rybacy przybrzeżni przypominają: tylko morza pełne ryb zapewnią przyszłość rybakom, a konsumentom dostęp do dobrej jakości ryb w przyzwoitych cenach.
REKLAMA
Dwumasztowy jacht Greenpeace „Beluga” spotkał się wczoraj u wejścia do kołobrzeskiego portu z flotyllą małych łodzi rybackich z pobliskich miejscowości. Między masztami „Belugi" rozpostarty był transparent z napisem „Bez ryb nie ma rybaków”, a na burcie jachtu widniał napis „Wspieramy odpowiedzialne rybołówstwo”. W ten sposób chcemy już po raz kolejny zwrócić uwagę na rabunkową eksploatację zasobów morskich. Po raz kolejny apelujemy też do ministra Kazimierza Plocke o decyzje, które zapewnią przyszłość polskiemu rybołówstwu i pomogą odbudować mocno przetrzebione stada ryb na Bałtyku. Los polskich rybaków zależy od łowisk pełnych ryb, a nie od doraźnej pomocy finansowej.
Wczorajsza akcja w Kołobrzegu jest częścią naszej kampanii na rzecz ochrony mórz i oceanów. Niestety ostatnio trzeba je chronić głównie przed rabunkową działalnością ludzką. Z danych na rok 2009 wynika, że aż 30 % stad ryb na świecie wykorzystywanych jest nadmiernie. To oznacza, że nie są w stanie zachować swojej liczebności. 57% stad wykorzystuje się „w pełni”, tzn. na granicy ich limitów, do tej grupy należy większość z najważniejszych dla ludzi gatunków, np. mintaj. Zaledwie 13 % światowych stad ryb wykorzystywanych jest umiarkowanie, czyli poniżej ich biologicznych limitów. Niektóre gatunki są tak przetrzebione, że nie są już w stanie się odbudować. Dotyczy to 47% oszacowanych stad ryb na Oceanie Atlantyckim, 80 % w Morzu Śródziemnym i 5 z 7 w Morzu Bałtyckim.
Z tych danych wynika, że na znacznej części łowisk nie ma możliwości wzrostu stad ani zwiększenia połowów. Europejskie morza są już tak przełowione, że floty ze starego kontynentu zapuszczają się na wody wokół Afryki i na Ocean Indyjski, wyławiając ryby niezbędne do przetrwania miejscowym mieszańcom. Podnoszą się już głosy, że może to być jedna z przyczyn rozwoju piractwa u wybrzeży Somalii.
Jak to zmienić? Otóż w Unii Europejskiej trwa właśnie reforma Wspólnej Polityki Rybołówstwa. Reforma taka odbywa się raz na 10 lat. Nowe przepisy mają wejść w życie w 2014 r. Dotychczasowa polityka doprowadziła do przełowienia ponad połowy europejskich stad i do nadmiernej rozbudowy flot unijnych, szczególnie francuskich i hiszpańskich. To właśnie wielkie korporacje rybackie są największymi beneficjentami unijnych dotacji na rybołówstwo, mimo, że 80% europejskich rybaków to rybacy mali, przybrzeżni. W lutym bieżącego roku Parlament Europejski głosami 75% posłów przyjął rozwiązania, które dają szansę na faktyczną odbudowę zasobów ryb. Podobne stanowisko prezentuje Komisja Europejska. Tymczasem ministrowie krajów unijnych nie chcą zaakceptować proponowanych zmian. Trwają tzw. spotkania trójstronne, podczas których ministrowie, Parlament Europejski i Komisja Europejska próbują wypracować kompromis.
O jakich zmianach mówimy? Propozycje PE zakładają odbudowę stad, ograniczenie nadmiernych mocy połowowych i powstrzymanie rabunkowych praktyk wyrzucania za burtę ryb, których rybak nie chce lub nie może przywieźć na ląd. Niestety, stanowisko ministra Plocke wydaje się raczej sprzyjać Francji i Hiszpanii, które posiadają najsilniejsze i największe floty, a nie małoskalowym, polskim rybakom.
Jacht Greenpeace pozostanie w Kołobrzegu do 26 maja. Zaplanowano m.in. spotkanie polskich rybaków z przedstawicielami rybołówstwa przybrzeżnego z Niemiec, Danii i Szwecji.
Jacek Winiarski
