Pierwsze dni nowego roku to, tradycyjnie już okres, w którym podsumowujemy rok ubiegły, snujemy plany, analizujemy możliwości i obawy przed tym, co może nas spotkać.
REKLAMA
Ja jestem optymistą. Przeszedłem w moim życiu zawodowym i biznesowym tyle różnych zmian na lepsze, na gorsze, na inne, że po 51 latach prowadzenia własnych biznesów już nieco okrzepłem.
Wiem, że może być różnie, bo nie znamy przyszłości i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie niespodziewane zdarzenia nastąpią w 2013 roku. Ale najbardziej boimy się nieznanego, a każdy kolejny, pojawiający się problem jest nowy.
W 2008 roku byliśmy z żoną w Los Angeles, u naszego- już wówczas mocno „dorosłego”, bo liczącego sobie 83 lata -przyjaciela, Sidneya. Był on-niestety był, bo odszedł w ubiegłym roku- biznesmenem żydowskiego pochodzenia. Jako młody chłopiec wyemigrował z Polski w 1947 roku. Po przyjeździe do Stanów, mimo braku wykształcenia i znajomości języka angielskiego, dał sobie radę. Po jakimś czasie stał się deweloperem, budującym spore osiedla domów w Kaliforni i Newadzie, a prywatnie bardzo zamożnym i szanowanym człowiekiem. Uznałem więc, że przedsiębiorcę z takim doświadczeniem warto zapytać o zdanie, na temat rozpoczynającego się wówczas kryzysu. Sidney popatrzył na mnie, uśmiechnął się i po dłuższej chwili odrzekł: no cóż Zbyszek….jak by ci powiedzieć… to już mój piąty kryzys…
Mam takie powiedzenie: raz górka, raz dołek, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze, a już na pewno nie w biznesie. Ale może i nam będzie dane, móc podobnie jak Sidney, podobnym stwierdzeniem podsumować kiedyś swoje biznesowe przedsięwzięcia.
Jeśli po latach prosperity przychodzą chudsze, to po nich znów wracają lepsze.
Wiem, że może być różnie, bo nie znamy przyszłości i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie niespodziewane zdarzenia nastąpią w 2013 roku. Ale najbardziej boimy się nieznanego, a każdy kolejny, pojawiający się problem jest nowy.
W 2008 roku byliśmy z żoną w Los Angeles, u naszego- już wówczas mocno „dorosłego”, bo liczącego sobie 83 lata -przyjaciela, Sidneya. Był on-niestety był, bo odszedł w ubiegłym roku- biznesmenem żydowskiego pochodzenia. Jako młody chłopiec wyemigrował z Polski w 1947 roku. Po przyjeździe do Stanów, mimo braku wykształcenia i znajomości języka angielskiego, dał sobie radę. Po jakimś czasie stał się deweloperem, budującym spore osiedla domów w Kaliforni i Newadzie, a prywatnie bardzo zamożnym i szanowanym człowiekiem. Uznałem więc, że przedsiębiorcę z takim doświadczeniem warto zapytać o zdanie, na temat rozpoczynającego się wówczas kryzysu. Sidney popatrzył na mnie, uśmiechnął się i po dłuższej chwili odrzekł: no cóż Zbyszek….jak by ci powiedzieć… to już mój piąty kryzys…
Mam takie powiedzenie: raz górka, raz dołek, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze, a już na pewno nie w biznesie. Ale może i nam będzie dane, móc podobnie jak Sidney, podobnym stwierdzeniem podsumować kiedyś swoje biznesowe przedsięwzięcia.
Jeśli po latach prosperity przychodzą chudsze, to po nich znów wracają lepsze.
I tego właśnie Państwu życzę na rozpoczynający się 2013 rok.
