Od sześciu lat poparcie dla głównego przeciwnika Donalda Tuska tkwi na poziomie 30%. Mimo mniejszych i większych wpadek rządu, PiS nie jest w stanie wygrać wyborów a każda kolejna klęska kończy się wewnętrznym konfliktem i banicją tych na których spadnie gniew prezesa.

REKLAMA
Rząd koalicyjny PiS – LPR – Samoobrona zakończył się odejściem marszałka Marka Jurka, premiera Kazimierza Marcinkiewicza i Artura Zawiszy. Marek Jurek stworzył własną partię jednak cieszyła się ona zbyt słabym poparciem aby wejść do następnego sejmu.
Wybory prezydenckie w 2010 roku doprowadziły do rozłamu, którego wynikiem było utworzenie się partii Polska Jest Najważniejsza (obecnie w aliansie z PSL) skupiającej ludzi odpowiedzialnych za kreowanie wizerunku prezesa w trakcie kampanii w tym doktorów Pawła Kowala i Marka Migalskiego. Rzecznik partii Adam Bielan i były rzecznik prasowy prezydenta Kaczyńskiego również odeszli.
Przegrana z 2011 roku doprowadziła do wypchnięcia z partii jednych z najbardziej znanych i rozpoznawalnych polityków PiS – Zbigniewa Ziobrę i Jacka Kurskiego. Za nimi odeszło z partii kilka popularnych polityków jak posłanka Beata Kempa.
Dotychczasowe próby pokazania nowej twarzy partii kończyły się klęską. „Aniołki prezesa” nie dostały się do sejmu. Rząd techniczny i poprzedzająca go seria debat mimo początkowego zainteresowania szybko okazał się tworem abstrakcyjnym a propozycje naprawy państwa jak miesięczne dopłaty na dzieci (1000 zł) profesora Rybińskiego ekonomicznym kuriozum. Profesor Gliński i jego specjaliści mimo szczerego zaangażowania mają świadomość, że wotum nawet przy poparciu całej opozycji nie ma szans na sukces. Zbliżająca się rocznica Katastrofy Smoleńskiej i związane z nią demonstracje również będą rzutowały na postrzeganie partii. Niechlubna łatka „sekty” może ponownie stać się wiodącym tematem świata mediów.
Co takiego sprawia, że ludzie nie chcą oddać głosu na prezesa ? Powodów ku temu jest tak wiele ile różnych podejść Polaków do polityki.
Pierwszym jest na pewno świadomość mętnej polityki partii. Polacy (nawet ci młodsi wbrew obiegowej opinii) pamiętają chaotyczna koalicję z Samoobroną i LPR. PiS dzisiaj nie ma zdolności koalicyjnych wystarczających do zbudowania parlamentarnej większości. Opisane wcześniej losy tych na których spadł gniew prezesa również są źle postrzegane. Koniec rządów Jarosława Kaczyńskiego wiąże się też z o wiele poważniejszą sprawą, która często jest pomijana. Rzeczywiście – Kaczyński wyeliminował z świata polityki Andrzeja Leppera i Romana Giertycha. Jednak kuszenie posłów ich partii to zupełnie inna historia. Dziś w PiS jest wiele byłych członków zarówno Samoobrony jak i Ligi Polskich Rodzin. Można powiedzieć, że prezes wyeliminował szefów ale zaabsorbował działaczy. Stare hasło „Głosując na PiS głosujesz na Samoobronę” miało więcej wspólnego z rzeczywistością niż się mogło wydawać.
Kolejnym powodem, dla którego wiele ludzi nie jest przychylne partii Kaczyńskiego jest jej lewicowy charakter. Wbrew potocznej klasyfikacji, PiS to partia o programie lewicowym tyle, że z odwołaniem do wartości patriotycznych. Określenie Narodowi Socjaliści jest może na wyrost, jednak koncepcja państwa opiekuńczego, którego sposobami na walkę z problemami ekonomicznymi obywateli są zastrzyki gotówki (jak wyżej wspomniane pomysły „super becikowego”) promowane przez PiS to zwykły socjalizm. Świadomość ułomności takiego zarządzania państwem skutecznie odstrasza wyborców.
Tym samym PiS zamyka się w swoim twardym elektoracie a próby wyjścia poza niego kończą się beznadziejnie. Jedynym czynnikiem działającym na rzecz tej partii jest polityka profesor Zyty Gilowskiej. Obniżka podatków wywołała popyt, który pozwolił Polsce przetrwać pierwszą falę kryzysu.
Jednak PiS w obecnym kształcie ma niewiele wspólnego z partią z roku 2005. Ewentualna wygrana w wyborach, na którą liczą liczni działacze tego ugrupowania doprowadzi jedynie do obsadzenia stanowisk swoimi ludźmi. Utopią jest nadzieja na zmniejszenie się administracji państwowej a tym samym na powtórną obniżkę podatków. Próby redukcji budżetówki skończą się wewnętrzną wojną interesów a w efekcie tym samym czym był rząd koalicyjny – czyli chaosem. Do tego dochodzi klucz obsadzania stanowisk. Młodsi działacze mają pełną świadomość szklanego sufitu, przez który się nie przebiją. Najlepsze posady są zarezerwowane dla ludzi, którzy cieszą się poparciem prezesa – starych członków PC. Reszta dostanie się tym, którzy są „pewni” – czyli tym, co do których jest pewność, że nie wyjdą z partii (tu niestety często zobowiązuje stara zasada „Mierny, Bierny ale Wierny), kilka miejsc za zaangażowanie otrzyma ekipa profesora Glińskiego a to co zostanie przypadnie Hofmanowi i jego ludziom.
Cała ta sytuacja prowadzi powoli do efektu „buntu dołów”, który coraz częściej jest tematem pojawiającym się poza kamerami. Młodzi nie widząc szans na realizowanie się wewnątrz PiS coraz częściej zwracają wzrok ku organizacjom nowym jak Ruch Narodowy. Kierowani nadzieją na powtórzenie sukcesu Ruchu Palikota skłonni są związać swoją przyszłość z narodowcami czy nawet skrajnymi liberałami z Nowej Prawicy Korwina-Mikke.
W świetle wszystkich tych czynników rodzi się więc pytanie o przyszłość Prawa i Sprawiedliwości. Czy realnym jest scenariusz powstania zupełnie nowej partii konserwatywnej lub rozłam PiS ? Na te i wiele innych pytań odpowiedzi uzyskamy dopiero po definitywnym końcu iluzorycznego projektu rządu technicznego oraz wyborach do Parlamentu Europejskiego, które to są furtką ratunkową dla tych, którzy przeczuwają zbliżające się wydarzenia.