
W odpowiedzi na kuriozalny pomysł super-becikowego ekonomicznych ekspertów opozycji, rząd uruchamia program „Maluch 2013”. Czy rzeczywiście jest on receptą na problemy młodego społeczeństwa ?
REKLAMA
Stało się – rząd wprowadza swoje prorodzinne postulaty. Flagowy projekt zespołu ekspertów PiS czyli super-becikowe w wysokości 1000 zł miesięcznie do lat 18, najwyraźniej wymusił kontrę ze strony Platformy. Z jednej strony jesteśmy kuszeni zasiłkiem w wysokości 216000 zł (1000 x12 x18) z drugiej rocznym płatnym fajrantem. Jakie jednak będą realne skutki tych pomysłów ?
Zacznijmy od rocznego urlopu rodzicielskiego. Na pierwszy rzut oka całkiem logiczna konstrukcja. Rodzice będą mieli do wykorzystania roczny płatny urlop a pracodawca będzie miał ich nieobecność zrekompensowaną. Czy aby na pewno ? Ktoś przecież musi pracę młodej mamy / taty wykonywać w trakcie ich nieobecności. Wiąże się to z otwarciem rekrutacji na czas zastępstwa. Mimo, iż wydaje się to być świetną okazją do doraźnej walki z bezrobociem postawmy się na chwilę w roli pracodawcy. Musimy znaleźć kompetentną osobę, która będzie chętna do pracy za niższą stawkę i przez krótki okres.
Zanim odezwą się głosy, że na rynku jest mnóstwo dobrze wykształconych ludzi, gotowych do pracy za każdą stawkę uprzedzam, że pracodawcy potrzebują w takiej sytuacji osoby z doświadczeniem oraz pojęciem co się od nich oczekuje i jakie zadania będą musieli wykonywać. Zawsze kończy się to prawie miesięcznym przyuczeniem pracownika. Pracodawca oczekuje od podwładnych dyspozycyjności co często jest podkreślane w ogłoszeniach. Nie powinna zdziwić nas sytuacja, w której pracodawcy krzywym wzrokiem będą patrzeć na podania młodych kobiet ale i mężczyzn, którzy w rubryce stan cywilny mają wpisane coś innego niż kawaler. W najgorszym wypadku będziemy obserwować odpływ kapitału prywatnego do miejsc gdzie zagwarantowane będą mieli lepsze warunki funkcjonowania.
Projekt drugi – super-becikowe. Tysiak za urodzenie dziecka, co miesiąc przez kilkanaście lat – brzmi super. Tak super, że dzisiaj podobne projekty zakończyły się „życiem z rodzenia dzieci”, które to obserwujemy choćby w Zjednoczonym Królestwie i Stanach Zjednoczonych. Oprócz tej najoczywistszej patologii istnieje też problem, o którym to już mało kto mówi. Zastrzyk gotówki wiązać się będzie ze zwiększonym popytem na produkty dla dzieci i młodzieży – od pieluch poprzez jedzenie, po zeszyty, książki i ubrania. Naiwni są ci, którzy oczekują spadku cen tych dóbr. W czasach zawirowań gospodarczych sprzedawcy będą dążyli do maksymalizacji zarobków czyli istnieje zagrożenie zmów cenowych lub najzupełniej w świecie niezależnych podwyżek w okresie pierwszej fali popytu.
Obydwa przedsięwzięcia wiążą się również z obsługą administracyjną. Innymi słowy – ktoś musi regulować zarówno urlopy i wydawać stosowne zaświadczenia etc. lub w drugim przypadku kontrolować wydawanie zasiłków. Dochodzimy tu do głównego i zarazem wyjściowego problemu – skąd na to wszystko rząd weźmie kasę ? Oczywiście z podwyżki podatków, która to dotknie wszystkich i zdusi jeszcze mocniej popyt. Jedyną alternatywą byłaby redukcja administracji państwowej, co jest jednak w naszej rzeczywistości abstrakcyjne i nierealne a co gorsze wiązałoby się z kolejną falą bezrobotnych, na którą to rząd nie może sobie pozwolić.
Na koniec jeszcze sprawy czysto teoretyczno-ideologiczne. Wyżej opisany problem dzietności i sposoby walki z jej spadkiem są istotne, jednak w skali makro nie mają przełożenia na poprawę stanu gospodarki. Równie dobrze nowi obywatele mogą zasilić rzeszę bezrobotnych. Dochodzi też problem edukacji itd. Większa liczba obywateli nie musi przekładać się na stan dobrobytu. Szwajcaria lub Norwegia mimo niższej liczby ludności mają większy PKB na mieszkańca niż Polska.
Rozwiązaniem naszych bolączek jest stworzenie nowych miejsc pracy aby zapewnić tak zwaną stabilizację. Kiedy ludzie mają poczucie bezpieczeństwa mogą sobie pozwolić na dzieci ale nie tylko. Tak się uzdrawia gospodarkę. Jednak aby Polska była atrakcyjna dla inwestorów musi spełniać chociaż jedną ku temu przesłankę. Najlepszym posunięciem byłaby obniżka podatków, która nie tylko przyciągnęłaby inwestorów ale i napędziła popyt oraz uratowała tych co jeszcze tu bytują. Istnieje też kwestia etyczna – dziecko nie powinno być wynikiem kalkulacji. Niektórzy ludzie nie chcą lub nie są gotowi aby być rodzicami. Kupczenie ich jest skrajnie nieetyczne.
Znajomość nie tylko ekonomii ale przede wszystkim historii uczy nas, że istotą rozwoju nie jest państwowa jałmużna ale odpowiednie warunki do rozwoju. Ludziom trzeba dać wędkę a nie rybę.
