Jaki los czeka Niepokornych ?
Jaki los czeka Niepokornych ? Foto: www.manager-mlm.pl

Zgodnie z przewidywaniem medioznawców i politologów, wewnętrzna wojna prawicowych dziennikarzy właśnie kończy się dla nich smutnym finałem. Reklamodawcy z tygodnia na tydzień rezygnują z dalszej współpracy.

REKLAMA
W świecie cyfryzacji mediów umieszczanie reklam w tradycyjnych środkach przekazu staje się coraz mniej opłacalne. Reklamodawcy stawiając na Internet, który łatwiej trafia do odbiorców, wymusili olbrzymie obniżki cen emisji reklam w telewizji. To z kolei doprowadziło do wydłużenia się bloków reklamowych. Stacje radiowe są również w nieciekawej pozycji jednak ze względu na swoją specyfikę zawsze znajdą grupę odbiorców (np. kierowców). Na samym końcu układanki znajduje się prasa, po którą ludzie sięgają już bardzo rzadko.
Dochodzimy tu do istoty problemu. Selektywność w wyborze tytułów ze względu na ich podaż i odbiorców. Najgorzej w tym zestawieniu wypadają te gazety, które mają charakter ideologiczny lub z określoną wąską grupą docelową. Nikt nie umieści reklamy drogiego auta w piśmie skierowanym do przeciwników motoryzacji lub którego przeciętny „target” po prostu nigdy sobie na taki wydatek nie pozwoli.
Jakiś czas temu podczas rozmowy, były redaktor naczelny i założyciel jednego z najpoczytniejszych od lat tygodników w Polsce otwarcie przyznał, że cena tygodnika pokrywa zaledwie 20% kosztów jego wydania. Wraz z postępującą cyfryzacją możliwe, że procent ten jest obecnie jeszcze niższy. Dla wydawców oznacza to prawdziwą walkę o reklamodawców.
W takiej sytuacji histeryczne piętnowanie firm, które zamieszczają reklamy nie tam gdzie według dziennikarzy „Niepokornych” powinny oraz żenujące zarzuty o „wspieranie przemysłu pogardy” itd. musiały skończyć się dla tych ostatnich katastrofą. Nie tylko zrazili do siebie reklamodawców, których umieścili na swoistej „liście hańby” ale i odstraszyli pozostałych, którzy nie mają zamiaru uczestniczyć w politycznej nagonce. Dochodzi do tego regularna wojna między trzema zwaśnionymi grupami, której kolejne rozdziały możemy obserwować w najnowszych numerach tygodników a także w Internecie.
Efekty są następujące:
Do Rzeczy: Ilość reklam: 9 z czego 4 zewnętrzne – czyli te, które generują zyski.
Uważam Rze: Ilość reklam 11 z czego 3 zewnętrzne (i tu jako jedyna pojawiła się reklama dobra luksusowego czyli auta).
W Sieci: Ilość reklam 7 z czego tylko 1 (słownie jedna) zewnętrzna, najmniejszego możliwego formatu.
Zawczasu umieszczam listę stron tak aby nie było wątpliowści.
D.R.: s.2, s.5(Z), s.6, s.7(Z), s.11(Z), s.13, s.15, s.41, s.100(Z)
U.R.: s.2, s.5, s.9, s.19(Z), s.27(Z), s.37, s.54, s.71, s.95, s.99, s.100(Z)
W.S.: s.2, s.5, s.39(Z), s.61, s.71, s.99, s.100
Pozostaje pogratulować zwycięzcy najmniej atrakcyjnego dla reklamodawców tytułu i życzyć kolejnych sukcesów. Tłumaczenia redaktorów, że reklamodawcy przyjdą z czasem możemy włożyć między bajki. To co obserwujemy to ich sukcesywny odpływ. Ciekawe tylko co się stanie gdy odcięta zostanie pieniężna kroplówka powiązanych z politykami firm. Oskarżenia o bycie „medialnymi funkcjonariuszami” oraz „dziennikarskimi *(cenzura)*” mogą już niedługo nabrać zupełnie nowego wydźwięku.