
Kiedy pojawiają się głosy na temat likwidacji NFZ natychmiast torpedowane są argumentami braku troski o najuboższych. W efekcie czego z kieszeni podatnika utrzymywany jest bezustannie łatany kolos, którego placówki już zdążyły przyjąć miano umieralni.
REKLAMA
Niedawna sprawa śmierci dziewczynki, której odmówiono przyjazdu karetki poruszyła opinię publiczną. Znając schemat takich historii niedługo sprawa przycichnie i wszystko wróci do dawnego porządku. Zatroskanie ministra zdrowia i założyciela WOŚP dużo nie pomoże. Publiczna opieka lekarska działa jak przysłowiowa ruletka, z tą różnicą, że więcej w niej naboi niż pustych komór.
Odmowy pomocy, pijani lekarze, gigantyczne kolejki rodem z PRLowskich dowcipów i opieka, która kończy się dla pacjenta pogorszeniem stanu zdrowia. Taki obraz publicznej służby zdrowia rysuje nam się od lat. Dzisiaj żyjemy śmiercią dziecka, w połowie stycznia pijanym lekarzem na dyżurze w Łodzi i tak bez końca. Działanie Orkiestry Owsiaka to nic innego jak coroczna zrzutka na ratowanie sytuacji w szpitalach. Czyli jest tak źle, że same podatki nie wystarczają.
Ludzie masowo rezygnują z usług publicznych placówek. Od kilku Główny Urząd Statystyczny odnotowuje miliony Polaków, którzy wybierają prywatną opiekę lub wolą nie iść do lekarza wcale. Czy w takiej sytuacji jest jeszcze sens utrzymywania państwowej służby zdrowia ? Obecnie pieniądze na NFZ idą także z portfeli osób, które do publicznych placówek nigdy nie zaglądają. Może uczciwiej byłoby oddać ludziom ich pieniądze do dyspozycji według własnego uznania.
Całkowita prywatyzacja służby zdrowia doprowadziłaby do obniżenia kosztów usług świadczonych przez prywatne placówki a jakość jak zwykle w przypadku prywatnych inwestycji byłaby bez porównania większa. Przecież to w ich interesie jest aby klient był zadowolony. Państwo jednak tak jak w przypadku lekarstw na receptę twierdzi, że wie lepiej co dla obywateli jest dobre. Prowadzi to do rozrostu biurokracji, której ofiary obserwujemy codziennie.
