Foto: www.fakt.pl

Niedługo zostanie podana oficjalna wysokość bezrobocia w Polsce. Jakie są prawdziwe przyczyny tej sytuacji ? Po czyjej stronie leży za nią wina ?

REKLAMA
Odsetek ludzi bez pracy rośnie w niebezpiecznym tempie. Wśród młodych mamy wynik jeden z najgorszych na całym kontynencie. Zanim jednak poniesie Polaków stadna nienawiść i wzorem mieszkańców południa oraz zachodu Europy, zaczną podpalać śmietniki, opony oraz demolować nieszczęsną stolice, zastanowić należy się nad pełną listą przyczyn i ewentualnymi rozwiązaniami tego problemu.
logo
www.egospodarka.pl
Kurczenie się rynku pracy wynika z zaniku kapitału prywatnego. Obserwujemy nie tylko stagnację, brak przypływu nowych inwestorów ale także odpływ starych. Polska przestaje być opłacalnym, atrakcyjnym krajem do zakładania i prowadzenia firmy. Można tutaj stworzyć olbrzymią listę problemów ale ograniczmy się do głównego – kwestie finansowe. Nieadekwatnie wysokie podatki oraz wszystkie koszty związane z założeniem firmy i jej prowadzeniem, skutecznie odstraszają potencjalnych inwestorów dążących do maksymalizacji zysków.
Pośrednio związane jest to z polskim systemem walki z bezrobociem. Opiera się on na nieefektywnych kursach doszkalających oraz płatnych stażach. W Polsce jest przerażająco wysoka i ciągle rosnąca liczba osób zatrudnionych w sektorze publicznym czyli budżetówce. Nie wytwarzają oni dóbr o fizycznej wartości a utrzymywani są z podatków. Im większa liczba urzędników tym więcej potrzeba pieniędzy na ich utrzymanie, tym więcej kasy państwo będzie musiało wyciągnąć z kieszeni obywateli.
Te koszty prowadzą do rezygnacji inwestorów, redukcji stanowisk oraz bardziej selektywnej rekrutacji. Tu dochodzimy do winy samych obywateli. Ludzie masowo szturmują uczelnie wyższe kształcąc się na kierunkach humanistycznych, które nie dają pracy i serwują bezużyteczną z punktu widzenia pracodawcy wiedzę. Wysyp socjologów, psychologów, dziennikarzy w ostatnich latach jest zatrważający. Na te zawody nie ma zapotrzebowania, nie gwarantują one pracy a mimo wszystko ludzie je wybierają kierując się modą lub łatwością ukończenia studiów.
Mając tego pełną świadomość ludzie nie mają prawa żalić się nad swoim losem. Inaczej sprawa wygląda od strony czysto marketingowej. Polska przez ostatnie lata nagannie wykorzystywała dyplomatów podległych Ministerstwu Spraw Zagranicznych. Głównie nacisk kładziony był na promocję kultury, zamiast na kreowanie wizerunku Polski jako państwa, w którym warto otworzyć firmę, w które warto zainwestować pieniądze. Czyli mówiąc najprościej – kuszeniu inwestorów.
Szczytem marzeń dzisiejszych studentów jest bezpieczna, pewna, praca w sektorze publicznym. Paniczna i chaotyczna walka z niewygodnym wskaźnikiem prowadziła do ukrywania bezrobotnych w ramach płatnych staży. Jednak i te wiążą się z kosztami i są jedynie okresową formą zatrudnienia. Kolejna fala podwyżek podatków spowoduje spadek kulejącego popytu do absolutnego minimum co oznaczać będzie kolejne bankructwa i zwolnienia.
Jedynym rozwiązaniem tego problemu, który przypomina tykającą bombę jest znacząca redukcja administracji publicznej oraz kosztów jej utrzymania. Masowe zwolnienia urzędników oznaczać będą oczywiście zwiększenie się liczby bezrobotnych, zaistnieje też potrzeba redukcji świadczeń socjalnych oraz zasiłków. Pozwoli to jednak na uniknięcie podwyżki podatków a nawet ich obniżenie co odbije się pozytywnie na popycie wewnętrznym. Obniżenie podatków byłoby też atrakcyjną kartą w trakcie pozyskiwania nowych inwestorów.
Rząd, który się na to zdecyduje straci poparcie „żelaznego” elektoratu – czyli budżetówki, dla której jest gwarantem zatrudnienia. Jednak w skali makro uratuje gospodarkę i w dalszej perspektywie zahamuje a nawet zredukuje bezrobocie.