Foto: interia.pl

W kraju gdzie najważniejszymi tematami są Matka Madzi, wybór głowy państwa innego kraju i prywatne opinie na jej temat oraz 11 gości biegających za szmacianą kulką przez 90 minut, umyka uwadze problem najistotniejszy. I nie mam tu na myśli związków partnerskich.

REKLAMA
„Kretyn Stulecia” – gdyby istniała taka nagroda z pewnością jej laureatem byłby pomysłodawca wprowadzenia do świata ekonomii idei płacy minimalnej. Mam nieodparte wrażenie, że musiał być to jakiś humanista, który nasłuchawszy się frazesów o uciśnionym pracowniku pragnącym realizować swoje pragnienia wpadł na kuriozalny pomysł prawnego określenia ile wynosić będzie minimalne wynagrodzenie za pracę.
Od stycznia płaca minimalna wzrosła do 1600 złotych. Różne grupy i zrzeszenia twierdzące, iż reprezentują interes pracowników, chcą tę kwotę zwiększyć jeszcze bardziej. Wszystko w imię dobra ludzi pracy. Jest to, jak to zwykle bywa wśród „ciemnego ludu” (jak ładnie ktoś kiedyś określił ogół społeczeństwa), myślenie w kryteriach doraźnego efektu a nie długofalowych następstw. Nie śmiem oczywiście posądzać tych wielkich mężów narodu o złe intencje czy też kierowanie się tanim poklaskiem. Jednak „dobrymi intencjami piekło jest wybrukowane”.
Zastanówmy się przez chwilę co oznacza większa pensja dla pracowników z punktu widzenia pracodawcy. Większe koszty zatrudnienia oznaczają jego zahamowanie. W zależności od tego jak bardzo zwiększą się koszty utrzymania pracownika wiązać się to będzie ze zmniejszeniem zatrudnienia do minimum a nawet falą zwolnień, celem utrzymania zdolności do wypłat wynagrodzeń bez dodatkowych kosztów.
Ktoś powie, że osoby piastujące stanowiska kierownicze za dużo zarabiają i powinny być obciążone kosztami. To teraz proszę pomyśleć kto wyleci pierwszy – facet, który zajmuje się finansami firmy i kwestiami logistycznymi etc., czy szara myszka, wykonująca najbardziej proste zadania, którą można wymienić błyskawicznie.
Zwiększenie płacy minimalnej oznaczać będzie także większą selektywność w procesie naboru. Skoro już musimy płacić duże pieniądze za zatrudnienie człowieka, to niech przynajmniej będzie to kandydat najlepszy z możliwych. W kraju gdzie uczelnie corocznie opuszczają rzesze ludzi z wykształceniem nic nie wartym dla pracodawcy, bez fachowej wiedzy i doświadczenia, oznaczać to będzie bronienie się przed ich zatrudnieniem a w efekcie masę osób bezrobotnych.
logo
Foto: wyborcza.biz

Ponieważ żyjemy w kraju opiekuńczym (zasiłki są niskie ale istnieją), duże bezrobocie wiązać się musi ze zwiększeniem nakładów na pomoc socjalną i zasiłki. Skąd na to kasa ? Oczywiście z podatków. Sukcesywnie podwyższanych podatków należałoby uściślić. Podatki płacą pracujący co oznaczać będzie niższe zarobki realne a w efekcie mniejsze środki przeznaczane na konsumpcje dóbr – mniejszy popyt.
Mniejszy popyt nie koniecznie oznacza spadku cen dóbr. Firmy, które produkują również są dotknięte efektem płacy minimalnej a tym samym ich produkty nie mogą kosztować mniej niż wynosi koszt ich wytworzenia. Ponieważ istotą każdej firmy jest wytwarzanie produktów celem ich sprzedaży czyli generowania zysków – ceny wzrosną wraz z podniesieniem się kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa.
Finalnym momentem jest etap gdy koszty życia są tak wysokie, że praca się nie opłaca i ludzie z niej rezygnują na rzecz zasiłku. Nie ma co ukrywać – człowiek dąży do tego aby żyć wygodnie. Jeśli nie ma powodu i motywacji do wykonywania jakiegoś wysiłku, to z własnej dobrej woli tego robić nie będzie. Zlikwidowanie płacy minimalnej wiązać się będzie z niższymi zarobkami ale również z niższymi kosztami produkcji i możliwością zwiększenia się zatrudnienia. Pierwszy efekt oznacza większą elastyczność cen, drugi zwiększenie się popytu. Firmy dążą do maksymalizacji zysków więc będą się rozwijać co pośrednio oznacza tworzenie się nowych miejsc pracy. Pracy każdego typu w tym usług różnego (także niższego jak np. ogrodnik, pomoc domowa) szczebla – czyli dla każdego.
Mniej bezrobotnych to niższe wydatki na pomoc socjalną. Mniejsze koszty prowadzenia firmy to większa atrakcyjność kraju dla inwestorów. Więcej firm i płacących podatki to większe przychody dla państwa. Dlatego rządzący i państwo oburzeni – dla dobra nas wszystkich – puknijcie się w czoło i zacznijcie myśleć.