
Nazwanie Polaków leniami to niebywała obelga i automatycznie ściąga na siebie gniew ludu. Czy słusznie ? Mamy więcej dni wolnych od pracy niż najbardziej rozwinięte kraje świata !
REKLAMA
Od piątku miasto stoi puste. W alejach Jerozolimskich i na Marszałkowskiej hula wiatr. Czyli znowu święta – czy jak coraz częściej, uczciwie to nazywamy – długi weekend. Abstrahując od sporów natury religijnej, mamy ogromną ilość dni wolnych w roku, co w wypadku kraju rozwijającego się jest szkodliwe dla gospodarki.
W Polsce mamy aż 13 dni ustawowo wolnych od pracy z czego tylko 2 związane są z kultywowaniem historii. Są nimi: 3 maja – Święto Konstytucji, 11 listopada – Święto Niepodległości. Mamy też relikt PRL czyli Święto Pracy – 1 maja. Pozostałe 10 dni to święta o charakterze religijnym, wyznaniowym (dla ścisłości – Nowy Rok to oficjalnie Święto Bożej Rodzicielki a Święto Wojska Polskiego – Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny).
Do tego trzeba doliczyć wolne soboty, którymi obdarował obywateli towarzysz Gierek. W sumie co roku przypada nam 114 dni wolnych (wliczając weekendy). Prawie 1/3 roku wolna od pracy !
Dla porównania – w Stanach Zjednoczonych: 10 dni wolnych z czego 6 dni związanych z historią, 1 z tradycją pracy, Nowy Rok i 2 o charakterze religijnym. Australia: 9 dni wolnych z czego 3 o charakterze historycznym, dzień pracy, Puchar Melbourn, Nowy Rok i 3 święta religijne. Zjednoczone Królestwo: 9 dni wolnych z czego 3 o charakterze powszechnym, Nowy Rok i 5 dni związanych z świętami kościelnymi.
Na koniec rzecz najzabawniejsza: Watykan: dni wolnych 9 w tym Nowy Rok. Mamy więcej dni wolnych od pracy od stolicy Kościoła Katolickiego ! Co więcej mamy o dwa dni wolnego więcej o charakterze religijnym. To jest dopiero kuriozum.
Nie dziwię się inwestorom, którzy nie chcą lokować pieniędzy w kraju gdzie poza marnymi warunkami w sferze podatkowej, muszą użerać się z leniwymi pracownikami dla których każda okazja jest dobra do leniuchowania pod przykrywką rozwijania sfery duchowej.
