Foto: nowyekran.pl

Nic nie irytuje człowieka bardziej niż państwo, które coraz chętniej sięga mu do kieszeni w imię tak zwanego „dobra ogółu”. Taka postawa praktykowana była już w Sowieckiej Rosji. Dziś staje się europejską normą.

REKLAMA
Jarosławowe „zaglądanie do głębokiej kieszeni” nie jest czymś egzotycznym w Europie. Przy każdej dyskusji o ekonomii i próbach ożywienia sytuacji gospodarczej zawsze pada argument, że bogatsi powinni zrzucić się na biednych. Wzorem staje się Francja, której socjalistyczne zapędy odstraszają zamożniejszych obywateli, zwracających się ku zmianie obywatelstwa w celu uniknięcia horrendalnie wysokich podatków.
logo
Foto: washingtonpost.com

Bohater tygodnia Niepokornych – Wojciech Cejrowski już dawno zdał swój paszport i płaci podatki tam gdzie mu się to opłaca (Ekwador). Gdy nie poruszamy kwestii wiary znany podróżnik to wyjątkowo inteligentny człowiek, którego warto wysłuchać. Tak samo postępuje większość zaradnych biznesmenów. Jedyne co napawa pesymizmem to całkowity brak znajomości mechanizmów ekonomii wśród polityków i dziennikarzy, którzy na populistycznym bełkocie nakręcają sobie poparcie.
logo
Foto: se.pl

Znaczna większość obywateli nie potrafi myśleć w wymiarze przyczynowo-skutkowym. Propozycja redukcji podatków w zamian za cięcia świadczeń socjalnych nie miałaby nad Wisłą racji bytu. Polacy uwielbiają stawiać się w pozycji wyzyskiwanego wyrobnika, którego zły kapitalista chce pozbawić wolnego dnia oraz zasiłku, który i tak zwykle w ten rzeczony dzień przepija. Idea rozwoju jednostki „ciężką pracą do sukcesu” zastąpiono jakże bliską Ziemkiewiczowskiemu Polactwu „byle do pierwszego”.
Jeśli rodziny nie stać na posiadanie dużego potomstwa to po co w nie brnie, stwarzając zagrożenie dla ich sytuacji finansowej. Od razu 5, 7 albo 10 dzieci z czego nawet połowy z nich, rodziców nie będzie stać na wysłanie do żłobka, przedszkola o szkole nie wspominając. Tym bardziej gdy w kraju utrzymuje się potężne bezrobocie i nic nie zapowiada jego redukcji (już widzę te cięcia w administracji państwowej i redukcja podatków bez likwidacji świadczeń socjalnych).
Najłatwiej politykom jest utrzymywać wysokie podatki a bogatszym jeszcze je podnieść. Z tym, że sprytniejsi wzorem wspomnianych biznesmenów będą je płacić za granicą, a podatki uderzą w rodzącą się klasę średnią. Nie dziwi więc wzrost notowań Nowej Prawicy Korwina-Mikke, nad którym rozprawiają, wypalający się łowcy sucharów w dzisiejszym przeglądzie tygodnia. Sam jestem zainteresowany coraz częstszym pojawianiem się tego ugrupowania w sondażach. Aczkolwiek sukces na miarę Ruchu Palikota jest mało prawdopodobny (dzisiaj NP ma około 4-5% poparcia).
logo
Foto: wp.pl

Podczas wyborów do urn najchętniej idą ci, którzy liczą na mannę z nieba. Którzy w akcie desperacji oddają głos na tego kto im więcej naobiecuje i zapewni państwo socjalne, opiekuńcze. Zakładając, że elektorat największych piewców socjalizmu czyli PiS to mniej więcej 30% i jest on najbardziej aktywny, zorganizowany to przy frekwencji 100% (zazwyczaj wynosi ona niecałe 50%) to raptem około 15%. Pozostali obywatele posiadający prawa wyborcze nie mają zamiaru głosować na żadnych socjalistów a nie mają realnej alternatywy więc wolą zostać w domu.
Młodzi wchodzący na rynek pracy nie chcą płacić wysokich podatków na utrzymanie nie tylko ludzi w trudnej sytuacji ale również najzwyczajniej w świecie leni. Firmy też nie będą w takie państwo inwestować. Wyborców oszukać jest łatwo, ekonomii już nie sposób.
Na koniec wizualne podsumowanie żądań socjalistów: