
Sposobów na marnowanie publicznych pieniędzy istnieje wiele. Jednym z nich jest utrzymywanie upadających mediów przy życiu poprzez płatne zamieszczanie reklam państwowych firm i spółek. Czy rzeczywiście ma to sens ?
REKLAMA
Przeglądając rano gazety, słuchając radia czy oglądając telewizje – zewsząd jesteśmy zasypywani reklamami instytucji państwowych. Doprowadzono do takiego kuriozum, że nawet chodząc w piątki do kina, przed projekcją otrzymujemy kilka reklam organizacji lub firm państwowych. Promocja górnictwa przed horrorem to rzeczywiście strzał w dziesiątkę.
Abstrahując od ulubionego tematu niektórych – czyli w konkretnie, których mediach te reklamy pojawiają się najczęściej – istota problemu tkwi w samym marnowaniu środków pieniężnych. Co roku rząd ma przydział kasy, którą może spożytkować na pomoc i rozwój mediów. Gdyby nie marnowanie tych pieniędzy ani dodatków w postaci unijnych środków promocyjnych, proces cyfryzacji etc. byłby znacznie szybszy.
Koszty publikacji takich reklam są nieproporcjonalnie wyższe do realnych zysków. Pomijając już takie paranoje jak reklama lasów, która ukazała się w niektórych tytułach. Te pieniądze można spożytkować chociażby na wymianę linii telefonicznych itd. co doprowadziłoby do możliwości korzystania z lepszych, szybszych i stabilniejszych łączy Internetowych w kraju. W porównaniu do innych państw Starego Kontynentu wypadamy w tej kwestii niezwykle marnie.
Natomiast tonąca w długach telewizja publiczna powinna już dawno doprowadzić do fuzji swoich kanałów. Należy usuwać wszystkie programy o zerowej oglądalnością a zostawić tylko te rentowne. Tomasz Lis z swoją średnią publiką około 2 milionów widzów nie może na zmianę z sportem ratować „Dwójki”. Po wyrzuceniu wszystkich zbędnych i niszowych kanałów można ją połączyć z programem Pierwszym a może i INFO. TVP Kultura i Historia również mogłyby się połączyć.
Jeśli państwo szuka oszczędności to niech zacznie je od ograniczenia zbędnych wydatków. To czy jakaś gazeta lub stacja padnie jest winą dziennikarzy tworzących nieatrakcyjny produkt. Posiadając odpowiednie dane trzeba być skończonym imbecylem by doprowadzać do nakładu np. powyżej 200 tysięcy przy sprzedaży ledwo 120 tysięcy lub mniej. Tak samo z produkcją własnych seriali i programów rozrywkowych ze znikomą oglądalnością.
