Obowiązkiem dziennikarzy jest patrzenie na ręce politykom. Bez względu czy wchodzą oni w skład koalicji rządzącej czy też opozycji pretendującej do przejęcia władzy. Zachwianie tej równowagi zawsze przynosi katastrofalne skutki.

REKLAMA
Zagłaskany przez właściciela kot rządzi się w domu własnym prawem a gdy ma taki kaprys ugryzie i podrapie właściciela.
Ostatnie miesiące pokazują, że nieprzerwany atak mediów na władzę przynosi wymierne efekty. Wbrew twierdzeniu, iż ludzie są już uodpornieni na medialne „wrzutki”, im gorzej zwykłym obywatelom się wiedzie tym bardziej denerwuje ich każde potknięcie polityków. Awantura o Zegarki ministra Nowaka i reakcja na nią premiera jest tego przykładem.
Sytuacja, która teoretycznie jest jak najbardziej pożądana - w wydaniu polskim staje się groźna dla społeczeństwa. Wśród dziennikarzy i komentatorów życia publicznego w kraju nad Wisłą panuje brak zachowania równowagi między krytyką wszystkich polityków. Owocuje to zjawiskiem, w którym mamy etapy przejściowe – tj. okres wyłącznej krytyki koalicji lub okres krytyki opozycji.
Medialnych funkcjonariuszy, którzy (jak sami otwarcie twierdzą) decydują kto jest niezależny, odstawiam na bok. Z punktu widzenia obywatela, nieustanna krytyka władzy i patrzenie jej na ręce jest pożądana – zgoda. Efektem ubocznym jest zapominanie o pretendencie do jej przejęcia. To jednak nie wszystko. Im bardziej skompromitowana ekipa rządząca, tym silniejsza opozycja.
Nawet jeśli rządzącym tylko spada poparcie a opozycja ma tylko swój twardy elektorat, to efektem finalnym jest automatyczne przesunięcie się na pozycje lidera bez dodatkowej aprobaty społeczeństwa. Uznanie dla zwycięzcy oraz mechanizmy czysto psychologiczne prowadzą do przyzwolenie na wszelkie ruchy po objęciu władzy.
Oznacza to, iż w momencie zmiany ekipy rządzącej, nowi mają tak zwany mandat zaufania. Jego moc, siła jest wprost proporcjonalna do upadku, przegranej poprzedniej ekipy. Istotą opozycji jest utrzymanie względnie silnej pozycji by móc wywierać wpływ na aktualnie sprawujących rządy. Jeśli zwycięzcy dostaną zielone światło na starcie, zaczną robić co tylko im się podoba, bez względu na niepotrzebne (tuż po wyborach) poparcie.
Obecna sytuacja w kraju patrząc pod kątem politycznym jest w miarę dobra – rządzący czują oddech opozycji na plecach i mają „nóż na gardle”, więc działają ostrożnie, walcząc z każdą błahą sprawą wszystkimi siłami. Niebezpieczne jest natomiast (wspomniane wyżej) zapominanie o opozycji, która wykorzystując okres walki z koalicją wzmacnia swój mandat zaufania.
W Polsce dwie główne siły polityczne to tak zwane partie władzy. Ich celem nie jest zreformowanie państwa a jedynie obsadzenie swoimi ludźmi wszystkich możliwych stanowisk i ewentualnie stworzenie nowych, rozbudowując aparat biurokratyczny zapewniający im poparcie wśród „swoich”, tam zatrudnianych.
Dopóki ta sytuacja nie ulegnie zmianie, osoby odpowiedzialne za kreowanie opinii publicznej muszą bardziej zbalansować swoje działania aby nie doprowadzić do sytuacji gdzie jedną partię władzy zastępuje druga identyczna ale z silnym mandatem zaufania i zielonym światłem do robienia swoich własnych interesów.