Ustawa o finansowaniu partii politycznych z budżetu państwa to absurd. Corocznie partie polityczne pochłaniają dziesiątki milionów złotych z kieszeni podatnika na prowadzenie propagandy.
REKLAMA
Zgodnie z rozdziałem czwartym ustawy o partiach politycznych te z nich, które otrzymały w wyborach 3% poparcia uzyskują prawo do pobierania pokaźnych subwencji. Dokładnie opisuje to artykuł 28 i 29 (Ustawa). Storpedowanie przez PiS projektu likwidacji tych dotacji to kuriozum.
Co roku na konto partii Jarosława Kaczyńskiego wpływa co najmniej kilkanaście milionów złotych (np. w 2011 roku około 23 mln złotych). Najwidoczniej olbrzymie sumy z składek członkowskich nie wystarczają na uprawianie propagandy i prezes łakomie spogląda na pieniądze podatnika. Chora idea utrzymywania przez obywateli nielubianych partii i polityków rodzi kilka pytań.
Skoro posłowie, senatorowie i inni przedstawiciele danej organizacji otrzymują co miesiąc pensję to dlaczego podatnik musi wykładać dodatkowe pieniądze na skupiające ich kluby ? Czy składki, które wynoszą miesięcznie od kilkunastu do kilkuset złotych, pobierane od wszystkich członków to za mało aby zaspokoić potrzeby partii ?
Zakładając, że sami posłowie oddawaliby przysłowiową dziesięcinę swojemu szefowi, dałoby to sumę co najmniej kilkuset tysięcy złotych rocznie – wciąż za mało ? Są jeszcze datki. Skoro ktoś popiera faceta, który z uśmiechem mówi o zaglądaniu obywatelom do kieszeni to niech go utrzymuje a nie każe płacić za te i inne brednie wszystkim.
Jedynym usprawiedliwieniem finansowania partii politycznych jest prewencja korupcji i pomoc w sytuacji gdy członkowie nie chcą płacić składek. Jednak protekcja tego przepisu stawia pod znakiem zapytania moralne świadectwo ludzi, którymi otacza się Kaczyński. Brak zaufania do własnego zaplecza musi mieć przecież jakieś podstawy.
