Wypływające na jaw kolejne nieścisłości finansowe w partii Jarosława Kaczyńskiego to jedynie przedsmak tego co przygotowuje obywatelom spragniona władzy opozycja. Ostatnie lata pokazały jak bardzo duża rysa widnieje na marmurowym pomniku stawianym jej przez zaprzyjaźnionych dziennikarzy.

REKLAMA
„Teraz ku… my !” – taki okrzyk euforii można było usłyszeć po ogłoszeniu wyników wyborów w 2005 roku. Skrót „TKM” spopularyzował sam Kaczyński kilka lat wcześniej. Pomijając sprawy natury etycznej jak zawiązanie koalicji z przestępcami i mianowanie „warchoła” wicepremierem, objęcie funkcji premiera mimo zapewnień, iż w wypadku wygranej Lecha Kaczyńskiego ubiegającego się o fotel prezydenta tak się nie zrobi – PiS nieustannie próbuje odwracać od siebie pytający wzrok obywateli.
Handlowanie posadami wespół z politykami Samoobrony i LPR z słynnym już spotkaniem Adama Lipińskiego z Renatą Beger dobitnie uświadomiły jak chora na władzę jest to partia i jak nisko może upaść by utrzymać się przy niej. Dwukrotnie PiS próbował oszukać PKW i prawo związane z zakazem agitacji wyborczej poza kampanią. Masowo zaśmiecając miasta plakatami „Obywatel IV Rzeczpospolitej” wzbudził sprzeciw Polaków, którzy przygotowali anty-kampanię.
logo
Foto: Joemonster.org

Ta sama sytuacja miała miejsce kilka lat później. Plakaty z prezesem w oficjalnym przekazie miały jedynie promować jego książkę (która nie bez przyczyny trafiała w wielu księgarniach na dział fantastyki). Dziś na jaw wychodzą inne elementy związane z tamtą sprawą. Kwestie finansowe kłócą się z historią o biednym i żyjącym skromnie prezesie, który musiał ciężko pracować by ratować chorą matkę.
Wynagrodzenie dla mecenasa Rogalskiego – ten sam scenariusz. Najpierw zaprzeczenia, później niejasne stanowisko z postawą „A nawet jeśli to co z tego ?”. Przecież nam, patriotom, prawdziwym Polakom, niepokornym wolno więcej prawda ? Pijackie ekscesy posłów partii, do której określenie prawica pasuje jak siodło do świni, nawet szkoda komentować.
Niezwykle zabawna była konsternacja wywołana słowami zaprzyjaźnionego biznesmena z Torunia o „czarownicy”. Przecież jego krytykować nie można. Dziś dziennikarze tamtego obozu dwoją się i troją kryjąc patologię w kościele przy jednoczesnym ataku na wszystkich, którzy zadają pytania. Sprostytuowane medialne zaplecze partii nawet nie ukrywa jakie są ich cele. Niedawne zmiany w publicznej telewizji skwitowali krzykiem rozpaczy, iż „opozycja nie będzie miała telewizji”.
Właśnie ta prostacka mentalność aby coś „mieć”, „ugrać” z publicznych pieniędzy najlepiej obrazuje całe środowisko związane z prezesem. Im pewniejsi (wskutek matematycznej zależności a nie realnego poparcia) zwycięstwa są poplecznicy Kaczyńskiego tym bardziej bije po oczach ich bezczelność. Bez potrzeby ukrywania, iż zależy im jedynie na dopchaniu się do paśnika.