Coś co łączy wszystkich mieszkańców kraju nad Wisłą to bezgraniczne zamiłowanie do jednej religii. Dominującym wyznaniem nie jest tu jednak ani katolicyzm ani protestantyzm.

REKLAMA
W Polsce dominuje jedna wiara. Wiara w nienawiść. To właśnie ona decyduje kto uzyska władzę a kto musi ją oddać. Nienawiść kultywowana jest wśród Polaków od wieków. Najbardziej spektakularne osiągnięcia jej wyznawców przeszły już do historii i kultury narodowej. Nienawiść do pozostałych obywateli i ciężkiej pracy była domeną I Rzeczpospolitej.
Pomimo upływu stuleci jej wyznawcy oparli się wszystkim zabiegom resocjalizacji i nawrócenia. Nienawiści natomiast ulegały inne wyznania. Polacy dla swojej wiary byli gotowi na największe poświęcenia. Tak jak w historii o chłopie, który potrafił z nienawiści opróżnić się do studni szlachcica mimo, iż sam z niej czerpał wodę.
Dziś od niej zależą wyniki wszystkich wyborów w państwie. To czym kierują się Polacy przy urnach nie jest ani poparciem ani strachem. Właśnie nienawiść wynosi do władzy polityków. Wygrywa ten, którego konkurenci są bardziej znienawidzeni od niego samego. Na nienawiści do SLD wygrał PiS, na nienawiści do PiS wygrała Platforma. Dziś z braku alternatywy ludzie zagłosują na tego kogo wygrana najbardziej zaboli Donalda Tuska.

Wyznające najważniejszą religię w Polsce partie nie musiały przez lata tworzyć żadnych programów ani dokonywać reform. Najważniejsze aby gorliwie wyznawały nienawiść do przeciwników. To właśnie nienawiść połączona z kultem chamstwa wyniosły do władzy Andrzeja Leppera, którego PiS uczynił wicepremierem.
Znaną z „kurwików w oczach” i tego, że „lubi seks jak koń owies” Renatę Beger właśnie zastępuje Krystyna Pawłowicz. Strach pomyśleć kto zostanie oddelegowany do wypełnienia luki po oskarżonym o gwałt i oferowaniu pracy w zamian za usługi seksualne Stanisławie Łyżwińskim. Napędzani nienawiścią do kolegów po fachu „Niepokorni” otwarcie piszą o „podpalaniu kraju” w sytuacji odmowy na koncesję telewizji Trwam (w przerwach reklamując i sprzedając odnalezione nakłady książki prezesa z 2011 roku).
Niczym chłop, który wypróżnił się do wspólnej studni aby zaszkodzić panu tak Polacy przy urnach sami sobie robią krzywdę byle tylko dogryźć znienawidzonemu politykowi. Kolejne kilka lat zostanie zmarnowane w imię narodowej religii. Sprawdzanie programów i patrzenie politykom na ręce już dawno przestało mieć jakąkolwiek wartość.
Tkwiących w beznadziejnym błędnym kole nienawiści najlepiej podsumować można fraszką Jonasza Kofty:
Czy świat bardzo się zmieni,
gdy z młodych gniewnych,
wyrosną starzy wkurwieni ?