
Odurzony wynikami sondaży prezes Kaczyński zostawił swoją wesołą kompanię bez nadzoru. Na efekty nie trzeba było długo czekać.
REKLAMA
Istnieją trzy tematy, które stanowią podstawę dobrego newsa prawicowych dziennikarzy. Są nimi kolejno: „spisek”, „zdrada” i „krzyż / kościół”. Najlepszy efekt uzyskujemy gdy artykuł zawiera wszystkie powyższe elementy. Tym razem materiał okazał się wręcz idealny.
Gdy wydawało się, że poniedziałek należeć będzie do posła Andrzeja Jaworskiego z PiS, który w porannym wywiadzie Moniki Olejnik stwierdził, że wierzy w możliwość wskrzeszania zmarłych ludzi i najwyraźniej nie może się doczekać na przyjazd posiadającego taką moc księdza z Ugandy, nadeszła wiadomość o znanym Obrońcy Krzyża.
Pan Andrzej – bo o nim tu mowa – pocieszny Obrońca Krzyża z Krakowskiego Przedmieścia, z duchowego ojca „Gazety Polskiej Codziennie” i celebryty na klubowych spotkaniach Tomasza Sakiewicza, stał się wrogiem numer jeden prawicowych mediów. To co zaważyło nad wrzuceniem go na celownik braci Karnowskich i intelektualnego zaplecza Kaczyńskiego – czyli Gazety Polskiej – to udział Pana Andrzeja w "Paradzie Równości".
Błyskawicznie pojawiły się informacje jakoby idol „młodych, wykształconych ale z mniejszych ośrodków” (czy posługując się terminologią Rafała Ziemkiewicza - „sekty”), inspiracja dla utworu „Gdzie jest krzyż ?” oraz autor niedokończonego dzieła „Dla Tuska flaga ruska” był agentem salonu, którego misją była kompromitacja „Obrońców Krzyża” i „Solidarnych 2010”.
Pan Andrzej jako doskonale przeszkolony szpieg, miał bowiem swoim zachowaniem skupiać uwagę mediów i kreować negatywny wizerunek „Obrońców” oraz „Solidarnych”. Przeglądając nagrania można dojść do wniosku, że był mózgiem większej operacji, w której nie brał udziału sam. Na filmach wyraźnie zaobserwować można kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt podobnych agentów, którzy kreowali wizerunek przyszłych dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie”.
Pan Andrzej jako doskonale przeszkolony szpieg, miał bowiem swoim zachowaniem skupiać uwagę mediów i kreować negatywny wizerunek „Obrońców” oraz „Solidarnych”. Przeglądając nagrania można dojść do wniosku, że był mózgiem większej operacji, w której nie brał udziału sam. Na filmach wyraźnie zaobserwować można kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt podobnych agentów, którzy kreowali wizerunek przyszłych dziennikarzy „Gazety Polskiej Codziennie”.
Pozostaje pytanie, gdzie „salon” znalazł tak doskonałego agenta, który z miejsca pozyskał zaufanie Niepokornych i reszty „Obrońców”. Pan Andrzej idealnie odnalazł się wśród pozostałych demonstrantów, przyswajając ich język i zachowania. Do opublikowania zdjęć z "Parady Równości" nie wzbudzał żadnych podejrzeń i był gościem na wiecach Klubu „Gazety Polskiej”.
Kto wie czy wybitna reżyser Joanna Lichocka nie będzie miała doskonałego materiału na kolejny godny Oscara film – „Krzyż – Historia Prawdziwa”. Niestety w kolejce do pani reżyser stoją już: utalentowany satyryk Marcin Wolski, który tylko przez nieżyczliwe mu osoby jest oskarżany o przynależność do PZPR oraz Dorota Kania, która dzielnie walczy z wyrokami sądu.
