
Posłowie i senatorowie PiS działający w parlamentarnym zespole ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski nie tylko zapewniają partii poparcie wpływowego biznesmena z Torunia. Ich głównym celem jest walka z wymieraniem własnego elektoratu.
REKLAMA
Różne absurdy, które na świecie są wyśmiewane w Polsce spotykają się z powszechnym uznaniem czy wręcz aprobatą. Jednym z nich jest właśnie walka z osobami, które nie wyznają żadnej wiary, nie wierzą w istnienie boga, po prostu ateistami. Co takiego sprawia, że właśnie ta grupa jest tak bardzo niebezpieczna dla dużego ugrupowania politycznego w Polsce ?
Ateizm jest z swojej natury stanem pierwotnym. Religia jest opcjonalna a wiara może być tylko nabyta. W Polsce gdzie przez stulecia dominowała religia chrześcijańska (a dokładniej katolicyzm) jej członkowie wciąż stanowią dużą grupę społeczną. Mit Polak-katolik nie wziął się z niczego. Niemniej realne przywiązanie do niej i przestrzeganie jej praw sukcesywnie maleje.
Religia jest najbardziej atrakcyjna dla ludzi gdy wiąże się z realnymi korzyściami. W Polsce gdzie święta religijne mają wpływ na prawo i wymuszają np. dni wolne od pracy, jest dla społeczeństwa pretekstem do jej aprobaty. Taki związek zawodowy w skali makro. Jednak najważniejszy jest wymiar polityczny.
Odwoływanie się do niej przez członków partii buduje polityczny kapitał. Oddziaływanie na sferę emocjonalną wyborców zwalnia polityków z zajmowania się tematami mniej wygodnymi. W Polsce wyznacznik przynależności do danej grupy wyznaniowej był dotychczas tak silny, że narodowi socjaliści jakich reprezentuje PiS zostali skategoryzowani jako prawica tylko ze względu na ich stosunek do religii i kultury.
Dla polityków taki układ jest wręcz idealny. Nie muszą robić absolutnie nic lub forsować największe absurdy byle w momencie „próby” stanęli po „słusznej” stronie. Niektórzy oczywiście wykorzystują ten argument aż do granic zdrowego rozsądku, próbując ustanowić swojego boga królem Polski czy też doszukiwać się szkodliwych treści w bajce dla dzieci, okrzykując fioletowego Teletubisia gejem i propagatorem homoseksualizmu.
Niebezpieczeństwo dla politycznej sielanki pojawia się wraz z zadawaniem pytań. Te niebezpiecznie często padają ze strony tych, którzy stawiają kwestie gospodarcze na pierwszym miejscu. Odsuwając etyczną i moralistyczno-religijną otoczkę na bok stawiają pytania, które mogą ośmieszyć czy nawet skompromitować polityków.
Politycy partii aspirującej do rządzenia, która de facto ma niewiele do zaproponowania w tej kwestii, zostają postawieni pod ścianą. Stąd też ateiści – czyli ci, którzy pytają, którzy wątpią są dla polityków niebezpieczni. Im nie wystarczają zapewnienia, że partyjni działacze bronią jakiejś religii czy kultury a reszta „jakoś tam będzie”.
Usiłowanie wmówienia społeczeństwu, że najważniejsza jest religia a proces odchodzenia od niej szkodliwy, stanowi paniczny krok wyprzedzający następstwa tego procesu. Ludzie coraz częściej zdają sobie sprawę, że wznoszeniem modłów ku niebu nie zapełnią dziury w portfelu, nie zapewnią rodzinie dostatku i godnego życia.
Ku przerażeniu polityków ludzie już wiedzą, że manny z nieba nie będzie.
