Mimo utrzymywania się na pozycji lidera w sondażach, Jarosław Kaczyński musiał zanotować coś niepokojącego. Straszący surowymi konsekwencjami za niesubordynację prezes Prawa i Sprawiedliwości, dziś próbuje odzyskać byłych członków partii.

REKLAMA
„Jest super, jest super, więc o co ci chodzi?” – śpiewał kilka lat temu Muniek Staszczyk. Patrząc na utrzymującą się na pozycji lidera w sondażach poparcia partię prezesa Kaczyńskiego, można zadać to samo pytanie. A jednak. Coś musi „być na rzeczy” skoro straszący niedawno karami za niesubordynację prezes, dziś zwraca się z ofertą do wyrzuconych przez siebie ludzi oraz tych, którzy sami odeszli z Prawa i Sprawiedliwości.
Podczas pielgrzymki PiS na Jasną Górę, Kaczyński wygłosił mowę, w której finalnej części ogłosił, że „podaje rękę tym, którzy kiedyś odeszli”. To jednak nie koniec. Tuż po przemówieniu podbiegł do członków Solidarnej Polski i uściskał im dłonie. Wydarzenie to wyglądało dość dziwnie, biorąc na poważnie słowa Hofmana, który zwykł się przechwalać jak to ludzie Ziobry „wiszą na klamce” PiS.
Kolejna próba ocieplania wizerunku? Raczej czysta kalkulacja. Kaczyński ma świadomość, że PiS nie ma szans na zawiązanie koalicji z żadną partią obecną w parlamencie ani na sojusz z Narodowcami czy Nową Prawicą Korwina-Mikke. Pozostaje mu cementowanie swojego stałego elektoratu i ewentualne odzyskiwanie polityków Prawicy RP Marka Jurka, SP i PJN.
Prezes obawia się również udzielenia poparcia ziobrystom przez Tadeusza Rydzyka oraz scalenia Republikanów Wiplera z partią dra Kowala i dra Migalskiego. Zagrożeniem jest również Ruch Narodowy, który sukcesywnie pozyskuje były elektorat Ligi Polskich Rodzin, którą wraz z Samoobroną Leppera Kaczyński przejął kilka lat temu.
Jarosław Gowin i John Godson nie zamierzają opuszczać Platformy, która wciąż gwarantuje im wysokie miejsca na listach wyborczych, Korwin z socjalistami nie chce rozmawiać, Ruch Narodowy (jak sam jego lider to stwierdził) gardzi salonowymi partiami a Wipler chce budować partię prawicową na wzór amerykański.
Wyprzedzając zbliżającą się ofensywę mniejszych partii, Kaczyński stara się odzyskać tylu byłych członków PiS ilu mu się uda. Jednak wspomniana sytuacja może wskazywać, że PiS właśnie zaczął dotykać szklanego sufitu, przez który nie jest w stanie się przebić. Pozostaje sprawdzić ile osób skusi się na ofertę prezesa, który dla samodzielnych rządów jest w stanie obiecać wszystko i hojnie nagrodzić niedawnych „zdrajców” swojej rewolucji.