Czy politycy nie ufają swoim wyborcom? Partie, które sprzeciwiają się zniesieniu państwowych subwencji na rzecz składek obywatelskich obawiają się konkurencji i powstawaniu nowych organizacji.
REKLAMA
Przed nami kolejna próba likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Po niedawnych doniesieniach prasowych, na co partie wydają pieniądze podatników, rozpętała się dyskusja w wyniku, której Donald Tusk ponownie zaproponował zlikwidowanie subwencji. Przeciwnikiem projektu tak jak poprzednim razem jest prezes PiS Jarosław Kaczyński.
Z teoretycznego punktu widzenia sprawa jest dość dziwna. Cieszący się największym poparciem w sondażach PiS powinien opowiedzieć się za likwidacją finansowania z budżetu, ponieważ składki jego wyborców powinny wystarczyć na prowadzenie kampanii i nie tylko. Dlaczego więc prezes Kaczyński oraz PSL i SLD tak panicznie boją się utraty państwowych pieniędzy?
Główną linią obrony jest obawa przed finansowaniem partii przez oligarchów, którzy będą dawać pieniądze tym, którzy najlepiej reprezentują ich interesy. Niemniej jest to argument kuriozalny. Partia reprezentująca interesy biednych i średnio zamożnych nie tylko uzbierałaby z malutkich składek wystarczająco dużo pieniędzy na prowadzenie kampanii ale także cieszyłaby się realnym poparciem największej grupy wyborców.
Być może PiS obawia się, że jego realna siła wcale nie jest tak duża jak pokazują sondaże a ludzie nie chcą go wspierać finansowo. Czyżby partia prezesa nie reprezentował największej grupy wyborców w państwie? Rozwiązanie tej zagadki jest prostsze niż mogłoby się to wydawać.
Zarówno Kaczyński jak i SLD oraz PSL boją się rozbicia dotychczasowego układu sił. Historia Janusza Palikota, który odniósł niezwykle spektakularny wynik wyborczy pokazała, że istnieje szansa przełamania się układu PiS-PO-SLD-PSL. Kaczyński boi się podobnej sytuacji na prawicy, zdegenerowanej przez jego narodowo-socjalistyczne postulaty.
W przeciwieństwie do Palikota, który w polityce jest dla przyjemności („bo go stać”), ogromna część dzisiejszych posłów, senatorów, burmistrzów czy niezliczonych zastępów radnych jest kompletnymi ofermami, które boją się wypadnięcia z polityki i pracy na wolnym rynku.
Gdyby wyborca mógł rzeczywiście wyrazić swoje poparcie dla danego ugrupowania okazałoby się, że powstaną nowe partie – np. zrzeszające drobnych przedsiębiorców. Prawo w obecnym kształcie cementuje dotychczasowy układ co jest na rękę partiom obecnym w parlamencie.
Nawet mając kilkanaście milionów złotych, zgodnie z prawem, nie mogę przekazać ich na partię, która działa w moim interesie. Tak samo zwykli ludzie nie mogą wyrazić swojej aprobaty lub dezaprobaty w sposób dotkliwy dla polityków. Nie licząc wyborów, które niestety odbywają się tylko raz na cztery lata.
O finansowaniu partii politycznych rozmawiali w ubiegły piątek redaktorzy Piotr Szumlewicz oraz Jan Piński. Materiał wideo poniżej.
