blogpress.pl

Prawicowe media nieustannie próbują umoralniać społeczeństwo. Wskazują co powinien robić „Prawdziwy Polak” a czego kategorycznie nie może. Zaglądając za kulisy coraz częściej trudniej jest odróżnić grono moralizatorów od personelu domu uciech z czerwonym neonem.

REKLAMA
Niedawna decyzja sądu musiała bardzo zaboleć redakcje Pawła Lisickiego i braci Karnowskich. Nie jest to jednak pierwszy przykład gdzie mit nieskazitelnej, obiektywnej i moralnie nienagannej „prawej” strony dyskursu politycznego aż razi po oczach fałszem. Niepokorni, którzy mimo swej przynależności partyjnej w PRL bez zająknięcia się obrzucają przeciwników inwektywami typu „komuchy” są tym wyrokiem podwójnie zaniepokojeni.
Redaktor Ziemkiewicz, który mimo przynależności ojca do PZPR, bez trudu określa kolegów z innych redakcji mianem „resortowych dzieci”. Być może po tym wyroku określenie byłego rzecznika prasowego UPR mianem „Urbana Prawicy” może co najwyżej obrazić samego naczelnego tygodnika „Nie”. Jednak Ziemkiewicz i niepokorni, którzy wraz z gigantycznymi spadkami popytu na swoje media, chętniej sięgają po pieniądze partyjnych sponsorów, nie są tu najciekawszym elementem układanki.
Bolszewicki mechanizm „kto nie z nami ten przeciwko nam” zapowiadanej rewolucji, nie jest ani straszny ani przekonywujący. Piotr Duda, który pokrzykuje zza pleców zarabiających dziesiątki tysięcy złotych związkowców hasło „myśmy nie po to walczyli w 1980 roku, byśmy dziś byli niewolnikami we własnym kraju” najwyraźniej zapomniał, po której „stronie” działał w PRL, i że to nikt inny jak jego związek prowadzi do wzrostu bezrobocia.
Tak samo wygląda ofensywa „Stołecznego Leppera” - burmistrza Guziała, który niechętnie wspomina swoje ekscesy i przygody z prawem oraz polityczne sympatie żony, najprawdopodobniej stojącej za zbliżeniem go z Jarosławem Kaczyńskim. Cyniczni są tu również wspierający prezesa PiS lokalni dziennikarze, którzy z uśmiechem przyznają, że w stolicy podatków nie płacą – jednak za warszawiaków, którzy za nich dopłacają, decydować już chcą jak najbardziej.
logo
Twitter: @Dr_Zoidberg_PL

Sam prezes otoczony oddziałem ochroniarzy, którzy w rzeczywistości pracują jako jego służba również wypada marnie. Ustawione pytania na spotkaniach, zmiana postawy wobec Tadeusza Rydzyka, którego radio swojego czasu podejrzewał o pracę na rzecz Moskwy, uczynienie wicepremierem Andrzeja Leppera oskarżanego przez siebie samego o warcholstwo czy zaloty do „postkomunistów” w trakcie kampanii wyborczej to tylko kilka przykładów z prezesowskiej przyzwoitości.
W połączeniu z niedawną sprawą „zielonego” redaktora Pospieszalskiego, dzielnie zwalczającego przeciwników partii, tworzy to smutny obraz obozu, który dla budowania swojego wyborczego kapitału nazywa się „prawicą” odnosząc się do XIX-wiecznych francuskich socjalistów.