Wicepremier Jan Rostowski bezsilnie stara się zapanować nad polską gospodarką. Kolejne próby ożywienia popytu kończą się niepowodzeniem. Rozwiązanie tego problemu jest jednak prostsze niż mogłoby się to wydawać.

REKLAMA
Podatek dochodowy od osób fizycznych – w skrócie PIT, jest swoistym zabójcą gospodarki. Jego patologiczny mechanizm, który karze obywateli za pracowitość, nie tylko degeneruje społeczeństwo ale również niszczy popyt. Im więcej człowiek zarabia, tym więcej pieniędzy musi oddawać państwu – to absurd. Skupmy się jednak na najważniejszych problemach związanych z PIT.
Podatek ten pochłania sporą część naszego wynagrodzenia. Pieniądze pozyskane w ten sposób są bezproduktywne. Rzeczywisty udział zysków z PIT w budżecie jest znikomy. Kilkadziesiąt miliardów złotych podawane w oficjalnych informacjach to fikcja ponieważ na tę sumę składają się także dochody budżetówki oraz innych, którzy otrzymują pieniądze od państwa. Tym samym państwo obraca niemal wyłącznie własnymi pieniędzmi.
Cały system jest oczywiście oblepiony siatką urzędniczą, która generuje dodatkowe koszty utrzymania. Niemoralność PIT-u polega na zabijaniu popytu. Człowiek oddaje państwu pieniądze, które i tak by do państwowej kasy trafiły poprzez VAT itd. Gdyby każdy miał te kilka tysięcy więcej z swojej pensji, mógłby je wydać na zakup innych dóbr, które są obłożone VAT.
Duszony popyt jest najgorszą referencją państwa dla zagranicznych inwestorów. Przy znikomym znaczeniu dla gospodarki, urzędnicza procedura ściągania tego podatku jest czystym kuriozum. Jego najważniejszą funkcją dla państwa jest de facto utrzymywanie dodatkowych miejsc pracy.
Jeśli minister Rostowski zdecydowałaby się na likwidację PIT doprowadziłby do znaczącego powiększenia się zawartości portfeli Polaków, którzy znani są z masowego zadłużania się. Tak potężny zastrzyk gotówki nie tylko rozrusza popyt ale również doprowadzi do powstawania bardziej atrakcyjnych ofert u kredytodawców.