Pobicie redaktora Miecugowa zostało przyjęte z nieukrywaną satysfakcją przez prawicowe środowiska. Do czasu…
REKLAMA
„Sukces ma wielu ojców ale porażka jest sierotą”. Karygodne wydarzenie z organizowanego przez Owsiaka Przystanku Woodstock, zostało odebrane w prawicowych mediach z ciężko skrywaną satysfakcją. Z komentarzy czytelników ale nawet i publicystów przemawiało zadowolenie, że nielubiany przez nich dziennikarz został pobity.
„Grzegorz Miecugow dostał prawdą między oczy” – to tytuł z portalu braci Karnowskich. Tak samo jak stwierdzenie, że sprawca zaledwie „spoliczkował” znanego publicystę. Szampański nastrój utrzymywał się ze względu na polityczną przynależność Oskara W., która zrzucała odpowiedzialność za niego na coraz to inne środowiska. I tu zaczęły się problemy.
Facet wbiegający na scenę z transparentem „TVN Kłamie” i bijący dziennikarza musiał być w pierwszym momencie wzięty za kogoś z szeregów narodowców. Taki obrót wydarzeń na pewno zaszkodziłby Ruchowi Narodowemu, wciąż walczącemu z opinią łysych drabów. Jednak ich zakłopotanie minęło dość szybko.
Dziennikarze odkryli, że napastnik sympatyzował z Januszem Korwin-Mikke co zwróciło wzrok wszystkich na niewielki Kongres Nowej Prawicy. Rzecznik prasowy Korwina (chyba najcięższa praca z możliwych) – Anna Karbowska zaczęła wyjaśniać, że Oskar W. nie jest członkiem ani już nie współpracuje z KNP. Jej głos zdawał się być równie niesłyszalny jak tłumaczenia Platformy po wydarzeniach z Łodzi, aż do kolejnego punktu zwrotnego.
Sam Oskar W. w udzielonym przez siebie wywiadzie stwierdził, że dla niego porządnym dziennikarzem jest redaktor Sakiewicz. Przerzucenie odpowiedzialności tym razem na sympatyzujące z PiS media zapewne nie było dobrą wiadomością dla największej partii z prawej strony dyskursu politycznego.
Cała zabawa wygląda dość żenująco – tak długo jak dane środowisko nie bierze odpowiedzialności za sprawcę ataku, wydarzenie z Woodstock jest fetowane jako pokazanie „salonowi” co o nim sądzi „antysalon”. Szkoda tylko, że w przeciwieństwie do uczestników Przystanku, prawicy nie stać na jednogłośne i donośne „przepraszamy”.
