
Czy w Polsce działa cenzura i jaka jest jej przyczyna? Media ogłupiają ludzi a tabloidy to upadek dziennikarstwa? O tych oraz innych sprawach w rozmowie z twórcą satyrycznego portalu „Pitu-Pitu”, publicystą „Uważam Rze” Rafałem Otoką-Frąckiewiczem.
REKLAMA
Tworzysz materiały, które u wielu wywołują oburzenie. Fotomontaże i teksty obśmiewające wszystkich i wszystko. Z batem cenzury spotkałeś się nie raz. Po co to robisz?
Szczerze? Nie wiem. Po prostu mnie to bawi. Czemu ludzie śmieją się z władzy? Gdyby nie śmiech ludzie pewnie rozwiązywaliby swoje problemy siłowo. Z drugiej strony śmiech jest ostatnią linią obrony przed szaleństwem.
Nie czujesz, że czasem przekraczacie granice dobrego smaku? Niektóre wasze żarty czy materiały ściągnęły gniew cenzorów.
Nie wydaje mi się. Wręcz przeciwnie uważam, że autorzy Pitu-Pitu są wyjątkowo wysublimowani estetycznie. Poza tym w dyskusjach z wszelkiej maści internetowymi mędrcami żeby dobrze się czuli staramy się być poziom niżej od nich. Czasami ten poziom niżej to taplanie się w błocie, ale klient nasz Pan. Na szczęście do takich sytuacji dochodzi coraz rzadziej, a nasi czytelnicy to wyrobiona publiczność. Poza tym jakich znów cenzorów? To nie są urzędnicy tylko zwykli ludzie tacy jak ty czy ja. Wszystkie przypadki usunięcia materiałów z Pitu-Pitu były wynikiem interwencji zwykłych ludzi. To nie byli żadni urzędnicy czy stojący z karabinami strażnicy wartości prawicowo-lewicowych tylko klasyczne prole.
Boją się dialogu?
W większości ludzie zgłaszający treści, które ich w jakiś sposób obrażają robią to anonimowo. Nie chcą powiedzieć wprost co ich denerwuje i dlaczego, tylko posługują się osobami trzecimi, chowając się za ich plecami. Malo tego, zamiast uciec z miejsca które ich drażni siedzą w nim dalej wyszukując coraz to nowe powody do frustracji. Na Pitu-Pitu mieliśmy chyba jedynie ze trzy w ciągu kilku lat sytuacje kiedy ktoś zgłaszał się z pretensjami dotyczącymi naszych publikacji. Dwie z nich uznaliśmy z zasadne. Reszta to były idące w setki anonimowe donosy do administracji Facebooka. Ostatnio wykasowano nam wypowiedź papieża Franciszka mówiącego, że homoseksualiści to nas bracia pod pretekstem szerzenia homofobii. Jakiś kretyn zobaczył słowa kluczowe "papież", "homoseksualizm" i zareagował jak pies Pawłowa. Najsłynniejsza chyba akcją było ustawiczne kasowanie kotka ze swastyka pod zarzutem promowania totalitaryzmu. Co ciekawe ten sam kotek z sierpem i młotem administracji Facebooka mimo wielu zgłoszeń - nasi czytelnicy zorganizowali taka akcję - nie przeszkadzał. Administracja „Cukierberga” to zresztą osobny temat.
Media nakręcają takie spory, gdyż to się sprzedaje. Pewnie zaraz dojdziemy do tego, że „media ogłupiają”?
W Średniowieczu, które uwielbiam istniał podział ról. Król rządził, rycerze naparzali siekierami typów psujących sielankę, uczeni pomagali objaśniać świat, chłop orał pole, a wsiowe głupki były prezentowane tłumom jako osobliwości. Dziś kretyni uznawani są za wybitne osobowości, chłopi chcą latać w kosmos, rycerze boją się zranić przeciwnika, a króla wybiera się jak los na loterii.
Czyżbyś dążył do jakiegoś państwa idealnego? Utopii?
Często zarzuca się redakcji Pitu-Pitu sympatyzowanie z prawicą a z drugiej strony z lewicą. Nasi stali czytelnicy wiedzą, że nie mamy oporu przed krytycznymi analizami obu stron sceny politycznej. Mamy w redakcji szeroki wachlarz wizji świata: od Sekcji Katolickiej do Sekcji Pro Life i świetnie się dogadujemy. Gdzie tu utopia?
Skoro nie chcesz by każdy mógł się pokazywać i wypowiadać publicznie czy funkcjonowanie cenzury nie jest Ci bliskie?
Masz na myśli Niesiołowskiego i jemu podobnych, o których rozmawialiśmy przed wywiadem. To właśnie takich jak on w światłych czasach średniowiecza obwożono po wisach w klatce jako dziwadło. Dziś takie postacie grają pierwsze skrzypce w debacie publicznej. I tak jak z kłamstwem powtarzanym wielokrotnie, które staje się prawdą, tak pokazywanie idiotów czy ludzi, którzy zupełnie odrzucają dialog w mediach jest szkodliwe. Ludzie obserwują takie zachowania i przyjmują je za normę. Media zatraciły swoje pierwotne funkcje, czyli nawiązywanie dialogu i przekazywanie informacji na rzecz show ogłupiającego ludzi i przeszkadzającego zebrać im myśli.
Tabloidyzacja mediów?
Tabloid nie jest taki straszny jak światli intelektualiści pokroju Miecugowa, który swego czasu po tym jak przegrał wyścig o szefa Faktów, robił karierę w Big Brotherze starają się wmówić. Najczęściej sprowadza się to do tego, że pod hasłem tabloidyzacji mediów rozumiane jest wyciąganie newsów typu „Krokodyl w Wiśle”. Jeśli jednak ktoś tego krokodyla, lub opowieść o pani która nie może spać bo trzyma kredens bierze poważnie powinien zacząć szukać dobrego psychiatry. Oczywiście, że w tabloidach teksty są proste. Są też zarazem czytelne. Pamiętajmy jednak, że szacowna swego czasu gazeta jaką był Dziennik to dziecko Faktu i dodatku Europa. Poza tym tabloidy mają większe przebicie. Wśród różnych bzdurnych tekstów dających rozrywkę można w sposób łatwy dla odbiorcy przekazywać i objaśniać istotne sprawy. Wiesz, kto pierwszy dokładnie i precyzyjnie objaśnił sprawę protestów przeciw ACTA?
Super Express? Fakt?
Pudelek. Oprócz wiadomości o celebrytkach i ludziach z twarzy podobnych do nikogo, o których to informacje są mi całkowicie zbędne do życia, pojawiają się w Tabloidach także takie teksty. One powinny być napisane tak by trafiały do ludzi. Tabloidy spełniają takie same funkcje jak Klan. Owszem wyglądają często kuriozalnie i żenująco, ale uczą ludzi myć ręce i chodzić na mammografię.
A czy w mediach klasycznych nie istnieje problem wspomnianej na wstępie cenzury? Czy nie jest tak, że niektóre informacja po prostu nigdy nie zostaną przedstawione w danym tygodniku, telewizji czy rozgłośni?
Oczywiście. Dlatego tak ważnym jest, żeby na rynku było jak najwięcej tytułów prezentujących jak najszerszy wachlarz przekonań i interesów. Jedna redakcja nie puści jakiegoś tematu z obawy o utratę sponsora czy czytelników, druga to zrobi pierwszej na złość, ale efekt jest taki, że pewne sprawy wychodzą na światło dzienne. No wyobraź sobie, że Tomasz Lis pisze krytyczny artykuł o Geremku, albo Michniku albo, że w Radio Maryja leci audycja o problemach życia w celibacie. Swoją droga to drugie wydaje mi się bardziej prawdopodobne (śmiech), ale dzięki temu, że mamy stosunkowo szeroki przekrój mediów i jeden i drugi temat istnieje w debacie publicznej. Dlatego byłem wielkim orędownikiem multipleksu dla TV Trwam. Problem w tym, że spektrum mediów wciąż jest strasznie wąskie. Niestety zaprzepaszczono szansę na zmianę tej sytuacji jaką dawała cyfryzacja, ale na szczęście mamy Internet.
A co z presją środowiska? Niedawne zamieszanie z tekstem Roberta Mazurka, od którego odcięła się redakcja?
E tam, odcięła. Widziałeś jakieś nazwiska pod tym "odcięciem"? "Panu Bogu świeczkę, diabłu ogarek i jedziemy dalej. Alleluja". Oczywiście presja środowiskowa, czy redakcyjna zawsze istniała. Jest i istnieć będzie. Wydawcy nie zaryzykują tematów, które zaowocować mogą utratą czytelników. Z drugiej strony zespoły budowane są tak, żeby wyrażać linię wydawcy. Przypadek Roberta Mazurka jest specyficzny. Ma on taką pozycję, że może sobie pozwolić na więcej bo to on przyciąga czytelników i nie ma znaczenia gdzie w danej chwili publikuje. Przecież czytelnicy „W Sieci” nienawidzą Hajdarowicza, a kompletnie im nie przeszkadza, że Mazurek równolegle publikuje w „Rzeczpospolitej”. Ci najbardziej hardcorowi wyznawcy danego tytułu będą się oczywiście obrażać, złorzeczyć, ale i tak będą kupować go dalej. Poza tym gromy rzucane są najczęściej przez konkurencję, która próbuje zdezawuować przeciwnika. Tak też było w tym przypadku.
Coś chyba wiesz na ten temat?
Kiedy w „Uważam Rze” przeprowadziłem rozmowę z człowiekiem z branży erotycznej w tygodniku „W Sieci” wybuchło oburzenie, że ktoś ośmiela się "z kimś takim" dyskutować. Padło wiele wielkich słów, ale w finale oburzenie sprowadzało się do: "U nas coś takiego byłoby nie do pomyślenia. Zapraszamy do wykupienia prenumeraty". Poza tym z kim miałem niby rozmawiać o blokowaniu pornografii jak nie z głównym zainteresowanym? Staram się stawiać na praktyków a nie na gadające głowy, które dziś opowiadają o uboju rytualnym a jutro bez zmrużenia oka ględzić będą o szkodliwości upałów nie zmieniając przy tym marsowej miny pełnej zadumy nad światem.
A cenzura prewencyjna?
Tutaj nie ma znaczenia czy ktoś sympatyzuje z lewicą czy prawicą. Tak jak kiedyś książka o Lechu Wałęsie autorstwa Zyzaka została okrzyknięta na styropianowej lewicy bluźnierstwem zanim ktokolwiek ją przeczytał, tak dzisiaj analogiczna sytuacja ma miejsce z atakami prawicy na Zychowicza i jego „Obłęd 44”. No bo nie daj Boże ktoś się dwie, że „Bolek” nie skakał przez plot, a Powstanie pochłonęło 200 tysięcy istnień i nic kompletne nie dało. No zaprawdę wielka mi tajemnica.
Podwójne standardy?
Ja bym to określił brakiem konsekwencji. Tak jak w przypadku sprawy zdjęć Agnieszki Radwańskiej, obdzierających świat z intymności, wzbudzających oburzenie Tomasza Terlikowskiego, który kilka tygodni później dumnie prezentował doniesienia o tym, że katolicy mają większą satysfakcję z seksu, chcąc nie chcąc wzbudzając niezdrowe podniecenie tłuszczy.
Jakie są największe problemy polskiego dziennikarstwa?
Mamy na rynku albo starych dziadów którzy swoje kariery rozpoczęli jeszcze w latach 80-tych, albo młodzików, którzy braki warsztatowe nadrabiają ideologicznym zacięciem, czerpiąc szerokim gestem od swoich starszych kolegów. I tak się dzieje i na prawo i na lewo, cementując podziały. Brakuje pokolenia 30-40-latków, którzy za nic mają styropianowe legendy i komunistyczne baśnie o raju utraconym, punktujących zarówno prawicę i lewicę. Takim publicystą jest na przykład Piotr Zychowicz, antykomunista potrafiący spuścić manto narodowym mitom. Po lewej stronie nie widzę jego lustrzanego odbicia. No bo na bank nie jest nim Szumlewicz, czy Sierakowski - kawiorowi lewicowcy robiący karierę na trosce o uciśniony lud miast i wsi.
Może robią to cynicznie? Konformizm?
Obawiam się, że po wielokrotnym powtarzaniu tych samych tekstów i zobaczeniu, że przynoszą im one zyski, powoli zaczynają wierzyć w to co mówią nawet jeśli początkowo robili to bezrefleksyjnie. To tym bardziej działa jeśli ich poza była wynikiem czystego cynizmu obliczonego na zrobienie kariery. I nie mam tu na myśli Zychowicza, on ogromnie dużo ryzykuje swoja postawą. Niewykluczone, że spotka go ostracyzm analogiczny do tego z jakim spotykali się publicyści „Gazety Wyborczej” którzy próbowali myśleć samodzielnie. Piszę o tym w ostatnim „Uważam Rze”. W finale jednak on i jemu podobni wygrają. Mam coraz większe przeświadczenie, że coraz więcej ludzi przestaje postrzegać świat ideologicznie, a coraz bardziej liczy się pragmatyzm.
Na zakończenie – jakbyś ocenił stan polskich mediów. Czy jesteśmy w tyle za resztą świata?
To już pytanie do profilu „Zagranico”. Ja umywam ręce.
