joemonster.org

Czy prawica skazana jest na wizerunek ponurych socjalistów? Coraz więcej jej reprezentantów udowadnia, że taki obraz ulega przedawnieniu.

REKLAMA
Trzecia zwrotka jednego z najbardziej znanych wierszy Juliana Tuwima zaczyna się od opisu, który idealnie oddaje obraz prawej strony sceny politycznej we współczesnej Polsce: „Socjały nudne i ponure”. W wyniku historycznych uwarunkowań prawica w kraju nad Wisłą reprezentowana jest przez swoje całkowite zaprzeczenie.
Narodowy socjalizm reprezentowany przez największą partię opozycyjną, nazywaną coraz częściej „katolewicą” z silną domieszką ideologii, stał się na przestrzeni lat nieznośny nawet dla środowisk sprzyjających Jarosławowi Kaczyńskiemu. Jednak istnieją w kraju także niezwykle medialni i kontrastujący do bezmiernie ponurych i cynicznych aparatczyków prezesa, reprezentanci prawicy.
Prawica da się lubić
W wyniku szoku transformacyjnego Polacy wychodzący z PRL przestraszyli się kapitalizmu i wolnego rynku. Skutkowało to wieloletnią absencją w parlamencie i mediach przedstawicieli „krwiożerczego, zachodniego imperializmu”. Niemniej wraz z oswajaniem się społeczeństwa z światem poza granicami kraju, Polacy coraz cieplej wypowiadają się o orędownikach wolnego rynku oraz kapitalistycznych reform.
Głównym motorem prawicowców są kwestie ekonomiczne i realizm światopoglądowy. Profesor Robert Gwiazdowski swoimi wywodami i ostrym językiem nieustannie poszerza grono swoich fanów jak przed laty robił to Stefan Kisielewski. Tego samego nie można odmówić również znanemu podróżnikowi Wojciechowi Cejrowskiemu, który mimo swoich wyraźnych poglądów w sprawach religii, przy niemal każdej okazji opowiada się za wolnościowymi hasłami.
Świat solistów
Kontrowersyjni a zarazem niezwykle medialni przedstawiciele prawicy doskonale odnajdują się w kontaktach z odbiorcami. To, co ekonomiści wyjaśniliby podczas kilkugodzinnego wykładu, oni robią w kilku zdaniach. Oskarżani przez swoich oponentów o populizm uwielbiają wywody logiczne, które są trudne do obalenia.
Zarówno Wojciech Cejrowski czy napędzający oglądalność Superstacji Mariusz Max Kolonko, który garściami czerpie od swoich kolegów z amerykańskiego FOX News, są w stanie przyciągnąć słuchaczy i trzymać ich przy odbiornikach od początku do końca swoich programów.
Ta sama sytuacja ma miejsce w przypadku Roberta Gwiazdowskiego czy Janusza Korwin-Mikkego. Jednak cechą wspólną dla nich wszystkich jest wyraźna autonomia. Gra zespołowa, współpraca jest wśród prawicowców niemal niemożliwa. One-Man Show to ich żywioł. Mimo tego, że każda z wymienionych osób cieszy się uznaniem a z ich poglądami zgadzają się i utożsamiają coraz liczniejsze grupy obywateli, wprowadzenie ich w życie jest niewykonalne.
Wymiana pokoleniowa
O ile wśród lewicy panuje dyscyplina i każdy zna swoje miejsce, na prawicy uświadczyć tego jest trudno. Lewica podczas wyborów, których wynik decyduje o przyszłości państwa ma silną reprezentację: od prokatolickich socjalistów z PiS po liberalnych światopoglądowo przedstawicieli z Ruchu Palikota czy SLD. Centrum od kilku lat reprezentowane jest przez Platformę Obywatelską.
Prawica takiej reprezentacji nie posiada. Duża liczba małych ugrupowań, które nie darzą siebie nawzajem wielkim uczuciem, uniemożliwia sformowanie partii, będącej w stanie przekroczyć próg wyborczy i reprezentować ich interesy w parlamencie.
Coraz głośniej i silniej krytykująca partię Jarosława Kaczyńskiego profesor Jadwiga Staniszkis zarzucająca jej zacofany sposób myślenia, etatyzm oraz cynizm, często powtarza potrzebę zbudowania prawdziwej partii liberalno-konserwatywnej, zrzeszającej młodych. Jednak wydaje się to być niewykonalne.
Republikanie Przemysława Wiplera to wciąż mikroskopijny i niemedialny twór. KNP oprócz swojego prezesa i rzecznik prasowej Anny Karbowskiej oraz walczącego z ZUS Grzegorza Sowy nie mają silnej reprezentacji w mediach. KDN, których zarówno pani prezes Maria Piasecka-Łopuszańska jak i rzecznik prasowa Aleksandra Ceglarska mają zdecydowanie prawicowe poglądy ekonomiczne, wciąż wahają się co do swojej przyszłości.
Teoretyczna współpraca tych środowisk mogłaby okazać się strzałem w dziesiątkę i spełnić marzenia zarówno profesor Staniszkis jak i prawicowych wyborców. Pod względem poglądów ekonomicznych ugrupowania te wyznają niemal identyczne zasady. Różnice pojawiają się w innych obszarach i skutecznie uniemożliwiają im zbudowanie jednej partii.
Nie taki prawicowiec straszny
To co najskuteczniej odpycha wyborców od prawicy to jej wyraźne konserwatywne poglądy w sferze światopoglądowej. Tak przynajmniej twierdzą umiarkowani wyborcy lewicy. Religijne wstawki Cejrowskiego czy historyczne wywody Korwin-Mikkego w kilka sekund potrafią rozdrażnić dotychczasowych zwolenników i sympatyków.
Jeśli środowisko prawicy realnie myśli nad wprowadzeniem w życie postulowanych zmian ekonomicznych musi wzorem amerykańskich kolegów schować swoje poglądy w kwestiach obyczajowych do kieszeni i skupić się wyłącznie na gospodarce.
Amerykańscy republikanie zupełnie nie interesują się i nie ingerują w życie prywatne obywateli. Nie tylko nie ingerują ekonomicznie (poprzez silny socjal) w życie amerykanów ale również dają im zielone światło jeśli chodzi o decydowanie o swoim życiu i przyszłości.
Taki zabieg w Polsce również mógłby się udać. Tym bardziej, że Polacy kochają wolność i powoli, sukcesywnie zaczynają zwracać uwagę na aspekty ekonomiczne pretendentów do władzy, co oczywiście jest kłopotliwe i niewygodne dla dotychczasowych monopolistów tej strony politycznego dyskursu.